Gdynia

..:: Gdynia, Moja Gdynia - informacje o mieście i porcie, galerie zdjęć ::..

Kontakt |

..::: Gdynia jako Gotehafen w okresie II wojny światowej :::..

14 września 1939 roku 7,5 tysiąca polskich żołnierzy, marynarzy i robotników portowych walczyło jeszcze na Kępie Oksywskiej, gdzie rozegrała się największa i najkrwawsza bitwa na polskim Wybrzeżu. Jednak 14 września Gdynia skapitulowała, aby oszczędzić miasto przed zniszczeniami wojennymi w przypadku dalszego oporu, który nie miał już szans powodzenia.

Propagandowa publikacja hitlerowska informowała, że 14 września gdańska Landespolizei zajęła Gdynię. 20 i 21 września Hitler wizytował pancernik "Schleswig Holstein", który wcześniej ostrzeliwał Westerplatte i Gdynię, oglądał pobojowisko na Kępie Oksywskiej, a będąc w Gdyni rozkazał "na zawsze" zmienić jej nazwę na Gotenhafen, Port Gotów.

Wszędzie zamieszczano osławione już zdjęcie dwóch niemieckich żołnierzy z napisem: "Wszędzie w starych miastach niemieckich usuwane są orły". Jak na ironię zdjęcie przedstawia ścianę frontową Komisariatu Rządu w Gdyni, która nigdy nie była ani starym (prawa miejskie uzyskała w 1926 roku), ani niemieckim miastem. Takimi drobnostkami nie zajmowała się jednak propaganda niemiecka..

Zmiana nazwy Gdyni na Gotenhafen oznaczała całkowitą germanizację miasta. Rozpoczęły się masowe wysiedlenia, aresztowania i rozstrzeliwania gdynian. A oto jak wspomina wypędzenie z Gdyni Sebastian Kodłubański: "Dzięki naszym przewidującym rodzicom byliśmy odpowiednio przygotowani na czekającą nas tułaczkę, ale z innych domów Niemcy wyrzucali Polaków tak jak stali, nawet w nocnej bieliźnie. Słyszałem, że w pewnym domu cywil z V kolumny wyrwał czworgu małym dzieciom, siedzącym akurat przy stole, chleb z buzi i nie dopite mleko. Matka tych dzieci zebrała ze stołu w obrus wszystko, co na nim jeszcze było i to był cały ich bagaż w transporcie".

Baza Kriegsmarine

W Gdyni przed wojną był nie tylko port handlowy, pasażerski i rybacki, ale także wojenny - łatwo więc było zamienić port w bazę Kriegsmarine. Przede wszystkim powstała tu baza szkoleniowa dla załóg niemieckich okrętów podwodnych. Ponadto port gdyński stał się od września 1940 roku bazą ciężkich okrętów i miejscem zaopatrzenia krążowników pomocniczych. Dla trzech z dziewięciu krążowników pomocniczych Gotenhafen był portem macierzystym. W porcie gdyńskim załadowano na transportowce część oddziałów, które dokonały inwazji na Norwegię. Ponadto w Gotenhafen zaplanowano koncentrację okrętów przed przyszłą inwazją na Wielką Bytanię.

Do Gotenhafen przebazowano okręt liniowy "Bismarck" (wypłynął z tego portu w swój ostatni rejs), ciężki krążownik "Admiral Scheer", okręt liniowy "Tirpitz" oraz ciężki krążownik "Prinz Eugen". Po ataku na Związek Radziecki przerzucono do Gotenhafen cztery krążowniki: "Koeln" "Nurnberg", "Emden" i "Leipzig". Koncentracja okrętów wojennych nie byłaby możliwa bez rozbudowy portu. Niemcy zbudowali więc w porcie gdyńskim 6079 m nowych nabrzeży i kilka pirsów, wykorzystując do tego celu robotników przymusowych z Organizacji Todt oraz więźniów obozu Stutthof, mającego swą filię w pobliżu portu.

Zakłady Deutsche Werke, którym podlegał port Gotenhafen, sprowadziły do tego portu dwa dźwigi pływające o nośności 40 tys. ton i 70 tys. ton. Dzięki temu Gotenhafen stał się morskim centrum budowy i remontu statków. W latach 1942/43 wyremontowano tu 300 okrętów podwodnych, 15 niszczycieli, 100 okrętów patrolowych i ścigaczy, 220 trałowców i kutrów trałowych oraz 400 transportowców i jednostek pomocniczych.

W gdyńskiej "klinice okrętów" kurowały się m.in. okręt liniowy "Gneisenau"(który zablokował potem port i dopiero po latach został pocięty "na żyletki") oraz krążowniki "Admiral Scheer", "Luetzow", "Prinz Eugen", "Leipzig" oraz lotniskowiec "Graff Zeppelin".

Dogodna lokalizacja portu zadecydowała o budowie torpedowych zakładów doświadczalnych, czyli fabryki torped. W skład jej wchodziło kilkanaście hal produkcyjnych i magazynów, basen i torpedownia o powierzchni 10 tys. mkw. Część obiektów zbudowano pod ziemią, u podnóża Kępy Oksywskiej oraz w Babich Dołach. Zlokalizowana w morzu torpedownia zachowała się do dziś i uchodzi za turystyczną atrakcję.

W latach 1943-44 była już Gdynia (wtedy jeszcze Gotenhafen) największą poza terenem Niemiec bazą Kriegsmarine. Fakt ten nie mógł ujść uwadze aliantów, którzy już od dłuższego czasu próbowali wymazać nazwę Gotenhafen z niemieckiej mapy. Już od 1941 roku nad Gdynię nadlatywały samoloty brytyjskie. Rok później na zrzuconych przez samoloty minach zatonęło 10 okrętów podwodnych, dwa statki handlowe, dwa doki pływające i pogłębiarka.

Nalot bombowców amerykańskich w 1943 roku uszkodził stocznię remontową, ale nowa stocznia produkująca U-booty nie została trafiona. To właśnie w tej stoczni rozpoczęto budowę U-bootów typu XXI - najnowocześniejszych jak na owe czasy. Stocznia gdyńska miała budować rocznie około 100 takich okrętów. W tym czasie (1944) bazowało już w Gdyni pięć szkolnych flotylli okrętów podwodnych.

Marynarze Kriegsmarine musieli gdzieś mieszkać, koszary na lądzie były przepełnione, więc zaadaptowano duże statki pasażerskie na hulki mieszkalne i kasyna: "Wilhelm Gustloff", "Hansa", "Robert Ley" oraz okręt-bazę "Waldemar Kophamel". Niemcy bronili się przed nalotami używając do tego celu myśliwcó Luftwaffe: Heinkel, Junkers, Focke Wulf i Messersschmittów, startujących z pobliskiego lotniska wojskowego w Rumi Zagórzu.

Łabędzi śpiew Gotenhafen

Nalot aliantów w nocy z 18 na 19 grudnia 1944 roku postawił kropkę nad i w epilogu Gotenhafen. Zatopione zostały m.in. pancernik "Schleswig Holstein" (rozpoczął wojnę w Gdańsku, a dokonał żywota w Gdyni), baza okrętów podwodnych "Waldemar Kophamel", pancernik "Zaehringen", tankowiec "Blexen", torpedowiec T-10 i dwa największe doki. Stocznia Deutsche Werke Kiel, filia Gotenhafen, praktycznie przestała istnieć..

Zniszczono stoczniowe warsztaty i magazyny, arsenał Kriegsmarine, nabrzeża i sieć drogową w porcie. Falochrony przypominały ser szwajcarski. Nalot ten wyeliminował Gotenhafen z systemu baz produkcyjno-remontowych Kriegsmarine i zapoczątkował ewakuacje do Rzeszy sprzętu, a następnie ludzi.

Od stycznia 1945 roku Gdynia, Gdańsk i Pomorze wschodnie były terenem przejściowego pobytu i przemarszu dla uchodźców z całego wschodu. Na statek "Wilhelm Gustloff" załadowano 10,5 tysiąca uciekinierów. W Gdyni statek stał cztery lata i Gdynia była ostatnim jego portem. Statek zatonął trafiony trzema torpedami przez radziecki okręt podwodny. Była to największa tragedia w dziejach ludzkości. Gdynia do dziś nie upamiętniła tego wydarzenia i do dziś trwają na ten temat spory, choć wiadomo, że na statku oprócz Niemców byli także Polacy.

Próbowano za wszelką cenę bronić Gotenhafen jako niemal ostatniej deski ratunku drogą morską. W 1945 roku jeden z hitlerowskich dowódców obrony Festung Gotenhafen zanotował: "Gotenhafen jest piekłem niemożliwym do wyobrażenia dla tego, kto tam nie przeżył". Rozpaczliwa obrona Gotenhafen była już tylko łabędzim śpiewem ostatniego przyczółka niemieckiego oporu. Los obrońców był już przesądzony. 28 marca wyzwolono Gdynię, która powróciła na zawsze do swojej przedwojennej nazwy.

Dziś nazwa Gotenhafen pojawia się tylko w książkach historycznych jako epizod w życiu miasta, które było, jest i będzie polskie. Z niemieckich czasów Gotenhafen przetrwały do dziś: dzwon okrętowy z "Wilhelma Gustloffa", torpedownia i kotwice z niemieckich okrętów wojennych, które poszły na żyletki.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

Poniżej: Niemiecka pocztówka z Gdyni - Gotenhafen



| Best viewed at 1024 x 768 | Góra | Strona Główna | Kontakt