|
Czy ktoś jeszcze dziś pamięta, że kiedyś ze wsi Gdynia
do Oksywia przeprawiano się łodziami? Dopiero później
wybudowano ulice z "kocich łbów", a na samym
końcu tory, które połączyły Oksywie z Chylonią. Trasa
wiodła m.in. przez Meksyk, Abisynię, Betlejm...
Przyśpieszony rozwój gospodarczy Pomorza Gdańskiego
w czasie zaborów nastąpił w trzeciej dekadzie XIX
wieku. Przyczyniła się do tego m.in. linia kolejowa,
którą wybudowano w tej części Cesarstwa Niemieckiego
po roku 1970. Linia ta od Królewca, przez Gdańsk,
Koszalin, do Berlina przebiegała nieopodal wsi nadmorskiej
Gdynia. Zachowało się stare, pochodzące prawdopodobnie
z 1984 roku zdjęcie, na którym kilka kobiet - zapewne
kuracjuszek - kroczy peronem kolejowym. Nad ich głowami
widnieje tablica z napisem "Gdungen". To
zdjęcie pierwszego przystanku kolejowego wsi Gdynia.
Wcześniej stację kolejową i przyległy doń urząd pocztowy
otwarto w Chyloni. Gdynia - w stosunku do tej wsi
- była bowiem mniej znacząca...
Połączenia kolejowego ze światem
nie miało również Oksywie - stara wieś parafialna,
położona od stuleci na północnym krańcu Kępy, a oddzielonej
od Wysoczyzny Gdańskiej szeroką na kilka kilometrów
Pradolinę Kaszubską. Będzie jeszcze musiało upłynąć
kilkadziesiąt lat, gdy ruszy budowa portu i miasta
"przy Gdyni". Wtedy Oksywie i przyległe
do niego wsie na najbliższe kilka lat zostaną jeszcze
bardziej odcięte od reszty Kaszub, a to za sprawą
rozkopanych torfowisk, przeznaczonych na baseny portowe.
Naturalny pieszy szlak wzdłuż zatoki
został wtedy rozkopany, co oznaczało kres wędrówek
oksywskich kobiet z kipami pełnymi ryb do Sopotu lub
Oliwy, na tamtejsze targowiska. Wtedy to - a był początek
lat dwudziestych ubiegłego wieku - Kępę Oksywską łączyła
z Chylonią błotnista droga przez łąki. Zimą, gdy bagno
zamarzało, droga ta była nawet przejezdna. Gorzej
było wiosną, jesienią, bądź w słotne dni lata. Wtedy
"na drugą stronę" - jak mówiono - przeprawiać
się trzeba było łodziami. Żegluga ta była dwustronna,
bo również gdynianie mieli swoje sprawy na Oksywiu.
Tu odbywały się chrzty, śluby i pogrzeby, bo Gdynia
jeszcze swojego kościoła nie posiadała - ten dopiero
od 1922 roku był w budowie. Nie było też w Gdyni cmentarza,
a pochówki odbywały się na cmentarzu oksywskim. Były
to jedyne w swoim rodzaju pogrzeby na południowym
Bałtyku, gdzie trumnę z nieboszczykiem przeprawiano
łodzią, a żałobny kondukt przemieszczał się rybackimi
czółnami...
Rozgardiasz taki trwał przez kilka
lat, chociaż uruchomiono parę starych motorówek z
gdańskiego demobilu, które przysposobiono jako "promy"
kursujące między Gdynią a Oksywiem i Obłużem. Problemu
komunikacyjnego to jednak nie rozwiązało.
W styczniu 1927 roku cierpliwość
mieszkańców wyczerpała się. W niedzielę po mszy zebrano
się w knajpie Choyki, położonej tuż przy kościele
i po burzliwej naradzie przy piwie i sznapsie ustalono,
że należy udać się do burmistrza Gdyni i wystąpić
o przywrócenie lądowej komunikacji z całą Kępą Oksywską.
Liczono przy tym, że burmistrz Augustyn Krauze - jako
miejscowy - sprawę poprze. Wybrano delegację, która
już w następnym tygodniu udała się do magistratu i
nadała sprawie bieg. Niestety z tzw. "przyczyn
technicznych" z marsz sprawy załatwić się nie
dało.
Płynął czas. Z początkiem września,
a więc po ośmiu miesiącach od tego wystąpienia mieszkańców
Oksywia, zaistniały nowe okoliczności, które postanowili
oni wykorzystać. Otóż zakończono właśnie "przeprowadzkę"
warsztatów marynarki wojennej z Pucka do Oksywia.
Oznaczało to podniesienie rangi Oksywia jako ośrodka
naszej floty wojennej. Tu przewidywano lokalizację
przyszłej stoczni, a więc budowę kolejnych okrętów,
ich remonty i techniczno-logistyczną obsługę. Rozumieli
to pierwsi dyrektorzy stoczniowych warsztatów, kpt.
mar. inż. Hilary Sipowicz i jego następca kpt. mar.
inż. Franciszek Bomba. Wprawdzie początkowo warsztaty
zatrudniały tylko 150 osób, ale plany ich rozwoju
były jednoznaczne, co niebawem potwierdziło życie.
Lądowe połączenie Oksywia z Gdynią
i resztą Polski stało się sprawą priorytetową. Nie
sposób budować okręty bez dobrze funkcjonującego zaopatrzenia
materiałowego, to też zaimprowizowano objazd z Grabówka
przez łąki na Oksywie (był to tzw. Zakręt do Oksywia,
która to nazwa na planach miasta występuje do dziś),
a nieco później z początkiem września 1928 roku, uruchomiono
linię autobusową z Gdyni na Oksywie. Oznaczało to
wybudowanie prowizorycznej ulicy łączącej obie te
dzielnice miasta. Ulica była tania i miała charakter
tymczasowy. Wykonano ją z tzw. kocich łbów, nie miała
chodników dla pieszych, a jezdni nie wykończono krawężnikami.
Prowizorka ta okazała się bardzo trwała i służyła
przez kilkadziesiąt lat, aż do czasu schyłkowego Gomułki...
Równolegle w tymże roku wybudowano
i oddano do użytku tor kolejowy, który połączył Chylonię
z Oksywiem. Połączenie to okazało się bardzo pożyteczne,
a po jego rozbudowie o dalsze rozgałęzienia, służy
do dziś. Tor Główny biegnie łukiem przez Chylońskie
Łąki, aż do Portu Wojennego na Oksywiu. Liczy około
sześciu kilometrów, a swój bieg rozpoczyna w Gdyni,
by przez stację Gdynia-Chylonia, zdążać do celu. Podróż
z Chyloni do Oksywia parowym pociągiem osobowym, który
wahadłowo pokonywał tę trasę, trwała ok. 20 minut.
Już na Oksywiu, pierwszy przystanek pasażerski znajdował
się przy Stacji Paliw (w pobliżu wylotu ul. Nasypowej).
Stąd pociąg toczył się dalej - do stoczni Marynarki
Wjennej i dalej do Portu Wojennego. Pociągi towarowe
- dla których głównie wybudowano ten tor - jechały
bez postoju aż do stoczni bądź Portu Wojennego.
Pasażerowie jadący do Oksywia mieli
zapewnioną atrakcyjną podróż. Pociąg po starcie z
dworca w Chyloni już po kilkuset metrach skręcał na
północ, na łąki. Po prawej leżały baraki Meksyku,
oddalone od torów zaledwie o kilkaset metrów. Dalej
pociąg przejeżdżał przez Abisynię, przecinał ul. Pucką,
a tocząc się dalej pozostawiał z lewej zabudowania
Rzeźni Miejskiej i rozsypane na obrzeżach Kępy baraki
Betlejem.
Już dalej tor biegnie łąkami równolegle
do ul. Unruga (obecnie przechodzi pod Estakadą Kwaitkowskiego),
a następnie równolegle do ul. Śmiełowicza. W późniejszym
okresie od toru wybudowano odgałężienia i bocznice.
Powstało odgałęzienie do Babich Dołów, a Rzeźnia Miejska
i magazyny ziemniaków oraz warzyw uzyskały swoje bocznice
kolejowe.
W czasie wojny Niemcy, wykorzystując
jeńców wojennych, wybudowali drugi tor, który przecinając
łąki biegnie od Rumi na Oksywie. Przez bagna i torfowiska
wybudowano dość wysoki nasyp, a na nim tor, ale prac
tych nie dokończono. Już po wojnie w 1946 roku linię
tę ukończyły PKP. Biegnie ona równolegle do obecnej
Janka Wiśniewskiego, następnie się rozgałęzia i dochodzi
do kilku portowych nabrzeży portu handlowego.
A wracając na moment do toru głównego,
tego z 1928 roku, warto wspomnieć, że to tym właśnie
torem w dniu 6 września 1939 roku do Chyloni, a następnie
aż w rejon Wejherowa pośpieszył na front wybudowany
przez stoczniowców pociąg pancerny "Smok Kaszubski".
Pociąg ten, dowodzony przez kpt. mar. Jerzego Błaszyńskiego,
walczył ze zmiennym szczęściem do 12 września. Zbombardowany
przez niemieckie lotnictwo, jego ocalałe wagony wycofano
na Oksywie, do remontu. Prac remontowych jednak nie
ukończono, a z dniem 13 września przystąpiono wręcz
do jego demontażu, bowiem do Gdyni już wkraczali Niemcy...
Marynarzy i artylerzystów stanowiących obsadę pociągu
oddelegowano do jednostek broniących Kępy Oksywskiej,
aby kontynuować walki do 19 września. Tyle historii
i wspomnień...
Aktualnie po wybudowaniu Estakady
Kwiatkowskiego rola torowiska przez Chylońskie Łąki
zmalała. Planowana rozbudowa Terminalu Kontenerowego
i budowa autostrady A-1 zapewne wpłyną na dalsze zmiany
w zakresie transportu i połączeń Oksywia i Oksywskiej
Kępy z Gdynią, Polską i Europą. Jednak jak długo będzie
na Oksywiu istniała stocznia i port wojenny, połączenie
kolejowe - zarówno to z 1928 jak i 1946 roku - będą
nadal spełniały swoją funkcję.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Trójmiasto |