|
Władze okupacyjne Gdyni i ich pierwsze poczynania
Po zajęciu Gdyni przez wojska hitlerowskie przez
kilka pierwszych tygodni władza na jej terenie spoczywała w rękach
Zarządu Wojskowego sprawowanego przez Kriegsmarine. Swe uprawnienia
dotyczące miasta przekazał on ostatecznie hitlerowskiej
administracji cywilnej po utworzeniu 26 października 1939 r. Gau
Danzig (od 2 listopada 1939 r. Reichsgau Danzig - Westpreussen), w
którego skład poza obszarem Wolnego Miasta Gdańska i większą częścią
terytorium woj. pomorskiego wszedł obwód rejencyjny Kwidzyn,
należący poprzednio do prowincji Prusy Wschodnie. Najwyższą władzę
administracyjną i partyjną na terenie okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy
Zachodnie jednoczył w swych rękach znany już ze swych antypolskich
poczynań w Wolnym Mieście Gdańsku gauleiter i namiestnik Rzeszy
Albert Forster.
Spośród hitlerowców pochodzących z Wolnego Miasta
Gdańska rekrutowała się też znaczna część pracowników administracji
cywilnej i policji okupowanej Gdyni. Jako jeden z powiatów miejskich
okręgu, Gdynia była nadzorowana przez Regirungsprasidenta, który
będąc zastępcą namiestnika w sprawach administracji państwowej
sprawował władzę nadzorczą nad samorządem miejskim. Samorząd na
wcielonych do Rzeszy ziemiach północno - zachodnich został
wprowadzony z dniem 1 stycznia 1940 r. rozporządzeniem z dnia 21
grudnia 1939 r. na mocy niemieckiej ustawy gminnej z dnia 30
stycznia 1935 r. Ustawa ta nie od razu objęła wszystkie miejscowości
zaanektowanego obszaru, ale Gdynia jako powiat miejski o dużym
znaczeniu gospodarczo - politycznym otrzymała samorząd w pierwszej
kolejności. Na czele samorządu powiatu miejskiego w Gdyni, podobnie
jak w innych powiatach miejskich, stał nadburmistrz, który łączył w
swym ręku władzę ustawodawczą i wykonawczą, lecz zarazem podlegał
szefowi administracji ogólnej.
Nadburrnistrzem Gdyni został mianowany przez
ministra spraw wewnętrznych Rzeszy NSKK - Brigadeführer Horst
Schlichting pochodzący z Sopotu. Jego zastępcą został 30 maja 1940
r. Gerhard Cartellieri. Kreisleiterem Gdyni do marca 1941 r. był
uprzedni nadburmistrz Sopotu Erich Temp, po którego ustąpieniu
osadzono na tym stanowisku Artura Diethelma. Cywilnym władzom
administracyjnym podporządkowany był pośrednio miejski aparat
policyjny. Pośrednio, gdyż bezpośrednio podporządkowany był wyższemu
dowódcy SS i policji urzędującemu przy namiestniku okręgu.
Na czele Prezydium Policji Państwowej
(Staatspolizei) w Gdyni, którego siedziba mieściła się na ul.
Portowej, stał pochodzący z Wirtembergii SS - Brigadeführer
Christoph Diehm. Na stanowisku prezydenta policji pozostał do
sierpnia 1942 r. Od października 1942 r. do lutego 1944 r.
prezydentem policji był SS - Sturmbannführer dr Helmuth Muller,
nadradca stanu pochodzący z Gdańska. Po nim od maja 1944 r. do 27
marca 1945 r. wyznaczono na to stanowisko pochodzącego z Bawarii SS
- Oberführera Brandta. Prezydentowi policji podlegali i zarazem
ściśle współpracowali z nim: radca policji Sturmbannführer Kammer,
zajmujący to stanowisko do połowy 1943 r., radca kryminalny SS -
Obersturmführer Jahnke - do początku 1944 r., od połowy 1944 r. SS -
Obersturmführer Eschenbach, komendanci Schutzpolizei: mjr Wolter do
połowy 1943 r., mjr Vahl do grudnia 1944 r., mjr Anders od grudnia
1944 r. do 27 marca 1945 r.
Placówka gdańskiego gestapo w Gdyni mieściła się w
willowej dzielnicy miasta - Kamiennej Górze, w dawnym gmachu
przedsiębiorstwa żeglugowego "Polskarob" przy Prinz Eugenstrasse
8-10 (obecnie ul. Korzeniowskiego). Na czele gdyńskiego gestapo do
grudnia 1939 r. stał dyrektor kryminalny SS-Sturmbannführer
Friedrich Class, jego zastępcą był komisarz SS-Hauptsurmführer Franz
Koepke. Następcą Classa od 8 stycznia do września 1940 r. został
komisarz SS-Hauptsturmführer Hans Leyer, były makler okrętowy. Na
stanowisko zwolnione przez Leyera skierowano komisarza kryminalnego
SS-Hauptsturmführera Hansa Volkmanna, który pozostał na nim do marca
1943 r. Od marca do sierpnia 1943 r. funkcję kierownika placówki
sprawował komisarz kryminalny SS-Untersturm-führer Bruno
Schuppenhauer. Po odwołaniu Schuppenhauera aż do końca wojny
stanowisko to zajmował radca kryminalny SS-Hauptsturmführer
Reinchenbach.
Placówka terenowa gdańskiego gestapo w Gdyni
dzieliła się na dwa podstawowe wydziały: wydział II - spraw polityki
wewnętrznej, wydział III - spraw polityki zagranicznej. Wydziału I -
administracyjnego nie było w terenowej placówce, gdyż jego funkcję
pełniła główna placówka w Gdańsku. Wydziałem spraw polityki
wewnętrznej do 1943 r. kierował starszy sekretarz kryminalny SS -
Führer Erwin Fischer. Wydziałem spraw polityki zagranicznej kierował
starszy sekretarz SS-Untersturmführer Brunon Schoenhoff.
Wymienieni przedstawiciele cywilnej władzy
administracyjnej i najważniejszych organów policji odpowiedzialni
byli przed namiestnikiem Forsterem za realizację polityki
narodowościowej i podstawowych założeń gospodarczych na omawianym
terenie. Pierwsze dyrektywy dotyczące polityki gospodarczej Niemiec
hitlerowskich w okupowanej Polsce wydał generalny pełnomocnik
gospodarki zbrojeniowej Hermann Göring w dniu 13 października 1939
r. Dyrektywy Göringa zalecały odbudowę i rozbudowę gospodarki ziem
wcielonych, zapewnienie zdolności produkcyjnej tych ziem i możliwie
szybkie zespolenie ich z systemem gospodarczym Rzeszy. Administrację
gospodarczą ziem włączonych ujednolicono z administracją gospodarczą
Rzeszy. Do jednolitego nadzorowania i administrowania przejętym
majątkiem polskim, a zarazem przebudowy gospodarczej ziem
przyłączonych powołano Die Haupttreuhandstelle Ost, w skrócie HTO
(Główny Urząd Powierniczy Wschód). Morskie oblicze Gdyni dostosowano
do zmilitaryzowanej gospodarki Rzeszy. Gdynia straciła przodującą
pozycję portu handlowego. Port zamieniony został przez okupanta
niemal w całości na bazę jego marynarki wojennej. Większość urządzeń
portu gdyńskiego, ruchomości i nieruchomości, przekazano
Kriegsmarine.
Bezpośrednio po zajęciu Gdyni przystąpili
hitlerowcy do zdecydowanej walki z wszelkimi przejawami polskości,
pragnąc - w imię wcześniej już ukształtowanych założeń - doprowadzić
do szybkiej germanizacji całego Pomorza. Dnia 19 września 1939 r. z
rozkazu Hitlera wprowadzono niemiecką nazwę Gdyni - Gotenhafen, by i
w ten sposób podkreślić rzekomo rdzennie germański rodowód tego
miasta. Likwidacji polskości miała jednak służyć przede wszystkim
wcześniej już podjęta polityka eksterminacji ludności polskiej.
Aktywny udział w jej realizacji, oprócz jednostek SS i policji oraz
Wehrmachtu, wzięły oddziały Selbstschutzu złożone z miejscowych
Niemców. Na długo przed agresją na Polskę byli oni zorganizowani w
różnych tajnych związkach szpiegowskich, sabotażowych i dywersyjnych
oraz jawnych organizacjach, jak Jungdeutsche Partei, Deutsche
Vereinigung, Deutschen Volksverband. Właśnie oni byli informatorami
o czynnych społecznie i politycznie Polakach, jak również twórcami
list proskrypcyjnych, na podstawie których przeprowadzano
aresztowania.
Na polecenie Forstera w każdym powiecie miejscowi
kreisleiterzy tworzyli Selbstschutz i sami stawali na jego czele. W
każdym powiecie stworzony był przez Selbstschutz rodzaj sądu, tzw.
Volksgericht, składający się z trzech albo czterech członków
Jungdeutsche Partei. Volksgerichty dysponowały sporządzonymi jeszcze
przed wybuchem wojny, a zawierającymi nazwiska wybitniejszych
Polaków listami, którymi posługiwały się w czasie przeprowadzanych
aresztowań. Stan ten trwał do listopada 1939 r., kiedy Selbstschutz
został rozwiązany, a jego członkowie wcieleni do SS lub Oddziałów
Szturmowych NSDAP (SA).
W celu pełniejszego wprowadzania w życie polityki
eksterminacyjnej szef policji bezpieczeństwa Rzeszy, Reinhard
Heydrich, utworzył 12 września 1939 r. z funkcjonariuszy tajnej
policji państwowej w Gdańsku samodzielne Einsatzkommando 16.
Samodzielne Einsatzkommando 16 wchodziło w skład podążających za
oddziałami Wehrmachtu Einsatzgruppen. Sztab Einsatzkommando 16
znajdował się w Gdańsku. Na jego czele stał szef gestapo gdańskiego
dr Troger. Gdyńskim pododdziałem Einsatzkommando 16 było
Teilkommando pod dowództwem dyrektora służby kryminalnej Friedricha
Classa. To właśnie pod patronatem Classa przeprowadzano na terenie
miasta akcję "oczyszczającą z elementów zagrażających niemieckiemu
panowaniu".
Wkraczając do Gdyni 14 września 1939 r. za
oddziałami Wehrmachtu Einsatzgruppen Sipo i SD (grupy operacyjne
policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa) przeprowadzały na
rozkaz Wehrmachtu rewizje w poszukiwaniu broni, aresztując przy tym
mężczyzn, których jako zakładników przejął Wehrmacht. Jako
zakładników aresztowano między innymi wojennego prezydenta miasta
mgr Lucjana Skupienia, pracowników Komisariatu Rządu: Jana
Skubiszewskiego, Ignacego Neugebauera i Karola Piątkowskiego. Wśród
aresztowanych w charakterze zakładników znaleźli się również
pracownicy Urzędu Morskiego: dyrektor inż. Stanisław Łęgowski,
naczelnik Wydziału Technicznego inż. Marian Bukowski, kierownik
Oddziału Urządzeń Przeładunkowych inż. Ludwik Budke, naczelnik
Wydziału Handlowego Stefan Borkowski, jego zastępca radca Stanisław
Jagodziński, kierownik Oddziału Finansowego Lucjan Michalski,
referent Wydziału Prawnego Witold Brzeziński, inspektor techniczny
kpt. ż.w. Witold Karpowicz, inspektor administracyjny Stefan Byjos i
kierownik Wydziału Wojskowego kpt. Roman Klejn. Los zakładników
nie ominął również niektórych pracowników Sądu Grodzkiego - prezesa
Jarosława Czarlińskiego, prokuratora Adama Kozłowskiego, sędziów
Franciszka Szwarca i Władysława Kiedrowskiego. Wszystkich
zakładników wraz z innymi aresztowanymi gromadzono w wyznaczonych
miejscach miasta, między innymi na placu radiostacji w Witominie, na
Skwerze Kościuszki, w kościołach, na kortach tenisowych. Tych,
którzy dobrowolnie nie stawili się w wyznaczonych miejscach,
doprowadzali żołnierze Wehrmachtu bądź policja. Następnie specjalnie
przybyła do Gdyni grupa funkcjonariuszy gdańskiego gestapo
przeprowadzała wśród aresztowanych selekcję na podstawie uprzednio
przygotowanych ksiąg z imiennym wykazem alfabetycznym. W wyniku
selekcji część osób spośród aresztowanych mieszkańców Gdyni
zwolniono. Zwolniono bądź urodzonych w Niemczech i znających dobrze
język niemiecki, bądź osoby pochodzące spośród ludności miejscowej i
nie działające w istniejących na tym terenie organizacjach
politycznych, bądź pracowników zakładów użyteczności publicznej i
wszystkich tych, którzy z racji wykonywanego zawodu przy ówczesnym
braku wykwalifikowanych sił niemieckich potrzebni byli gospodarce
miejskiej i administracji.
Sytuację powstałą w Gdyni w pierwszych dniach
okupacji dość trafnie oddają raporty Einsatzkommando 16 do szefa
policji bezpieczeństwa z 15, 16, 17 i 18 września 1939 r. Raport
z 15 września 1939 r.: "Gdynia po zajęciu jej przez wojsko została
otoczona przez jednostki policyjne [...]. Jednocześnie rozpoczęto
systematyczne przeszukiwanie całej Gdyni. Kontrola mieszkań i
niektórych gmachów państwowych przebiega bez zakłóceń. Wydaje się,
że polskie władze przed poddaniem się zniszczyły wszystkie ważne
dokumenty. Liczba aresztowanych sięga około 4000 osób. Więźniowie,
zgodnie z rozkazem, są tymczasowo umieszczeni w kościołach, kinach i
halach. Rozpoczęto badanie osób aresztowanych na podstawie
specjalnie przedtem przygotowanych listów gończych. Badania trwają.
Podana liczba 4000 nie obejmuje osób aresztowanych przez oddziały
wojskowe. Także i te aresztowania objęły kilka tysięcy osób. Podana
liczba jest dlatego tak wysoka, że w jej skład wchodzą polscy
żołnierze, którzy usiłowali ujść niewoli wkładając cywilne ubrania.
Aresztowano zatem najpierw wszystkich cywilów młodszych wiekiem, a
następnie mężczyzn w wieku poborowym". Raport z 15/16 września
1939 r.: "Liczba aresztowanych w Gdyni wynosi 6000-7000 osób.
Większość z nich została już przebadana. Około 3000 zostało
zwolnionych "jako nie przedstawiających niebezpieczeństwa pod
względem państwowo-policyjnym". Zatrzymano 2800 osób do czasu
sprawdzenia ich tożsamości, w tym 300-400 osób, które z uwagi na
piastowane stanowiska wchodzą w grę jako zakładnicy. Specjalnej
ochronie podlega około 50-60 osób, które miały być aresztowane już w
Gdańsku lub które są poszukiwane przez niemiecką policję państwową.
Również Wehrmacht aresztował około 4000 osób, które w najbliższych
dniach będą przesłuchane". Raport z 17 września 1939 r.: "W dniu
17 września 1939 r. wszyscy pozostający do dyspozycji
funkcjonariusze przeprowadzili akcję na terenie Gdyni. Dotychczas
przesłuchano około 5000 osób, spośród których około 2000 zwolniono,
jako nie nasuwających podejrzeń. 30 osób było poszukiwanych listami
gończymi. Przesłuchania trwają. Można przypuszczać, że dalsze prace
oczyszczające w Gdyni przebiegną bez zakłóceń". Raport z 17/18
września 1939 r.: "W Gdyni udało się aresztować 64 osoby na
podstawie poszukiwań wszczętych przez Urząd Tajnej Policji
Państwowej. Aresztowano dalsze 83 osoby na podstawie poszukiwań
prowadzonych przez Einsatzkommando, w większości chodzi o takie
osoby, których nie można było ująć w Gdańsku w trakcie ogólnej akcji
poszukiwań. Liczba zatrzymanych, których nie można było ostatecznie
przebadać i którzy dlatego na razie przebywają w areszcie
tymczasowym, wynosi około 4000 osób".
Wśród aresztowanych i uwięzionych znalazł się cały
personel Instytutu Bałtyckiego z dyrektorem Instytutu dr. Józefem
Borowikiem na czele. Aresztowano również część pracowników Morskiego
Urzędu Rybackiego i Morskiego Instytutu Rybackiego. Wśród
aresztowanych znaleźli się niektórzy pracownicy Stacji Morskiej oraz
część księży dekanatu gdyńskiego. Z parafii kościoła Św. Rodziny na
Grabówku aresztowano proboszcza ks. Alfonsa Wysieckiego, wikarego
ks. Franciszka Lesińskiego i ks. Józefa Szarkowskiego. Księży z
parafii Najświętszej Marii Panny z ks. kanonikiem Teodorem
Turzyńskim na czele umieszczono w kawiarni Fangrata na Skwerze
Kościuszki, skąd zwolniono ich po paru dniach. Grupę aresztowanych
księży z kościoła Św. Rodziny oraz ks. Zygmunta Wieckiego
zaprowadzono wraz z innymi do radiostacji na Witominie. Stamtąd po
przeprowadzonej selekcji olbrzymią część zatrzymanych popędzono z
Gdyni do Gdańska, gdzie uwięziono ich na dobę lub dwie w
Victoria-Schule oraz w więzieniu śledczym na Schiesstange (ul.
Strzelecka).
Przez więzienie śledcze przeszło od września 1939
r. do wiosny 1945 r. około 29 tys. więźniów różnej narodowości, w
tym Polacy stanowili większość. 1 lutego 1941 r. więziono tam 576
mężczyzn i 78 kobiet. Stamtąd więźniów wywożono do obozów
koncentracyjnych, głównie do Stutthofu, oraz innych więzień, między
innymi w Wejherowie. Po przeprowadzonych przesłuchaniach część
wywieziono na Westerplatte dla porządkowania terenu, część z
powrotem do Gdyni-Redłowa (do dawnych koszar artylerii
przeciwlotniczej), pozostałych do Nowego Portu, gdzie znajdowała się
filia obozu Stutthof. Z Nowego Portu wysyłano więźniów do prac
polowych w okolicznych wsiach. Po zakończeniu prac polowych
więźniowie wracali z powrotem do Nowego Portu, skąd następnym
etapem, dla wielu końcowym, był obóz koncentracyjny Stutthof. Tę
samą drogę odbyli więźniowie z Westerplatte i więzienia
redłowskiego.
Pozostałych, w tym również zakładników, umieszczono
w więzieniach i aresztach Gdyni: w tzw. Etapie Emigracyjnym, w
areszcie śledczym w piwnicach byłego Sądu Grodzkiego, skąd 8
kwietnia 1940 r. wysłano 580 osób do Oranienburga. Najwięcej
aresztowanych przebywało w Etapie Emigracyjnym na Grabówku od połowy
września do końca r. 1939.
Po kapitulacji Oksywia - 19 września 1939 r. i Helu
- 2 października 1939 r. masy internowanych w Etapie Emigracyjnym
powiększyły się o obrońców Kępy Oksywskiej i Helu. Aresztowanych,
nie znajdujących się na listach proskrypcyjnych, czasowo zatrudniono
przy oczyszczaniu miasta i okolic. Pozostałych w Etapie Emigracyjnym
i w innych więzieniach na terenie Gdyni poddawano dalszym selekcjom
i badaniom przez gestapo.
Na czas przyjazdu Hitlera do Gdyni, który przypadł
na 20 września 1939 r., aresztowania ustały. Einsatzkommando 16,
które było odpowiedzialne za masowe aresztowania, zostało
oddelegowane do ochrony Führera. W tym czasie zastosowano w Gdyni
ostre środki dla zachowania bezpieczeństwa Hitlera. Wojenny
komendant Gdyni Schall-Emden w rozkazie do mieszkańców nakazał
wstrzymać w tym dniu wszelki ruch na trasie Sopot-Gdynia, zakazał
wychodzenia z domów i otwierania okien przy ulicach:
Adolf-Hitler-Strasse (ul. Świętojańska), Hindenburgstrasse (ul.
Czołgistów), Adolf-Hitler-Platz (Skwer Kościuszki),
Hermann-Göring--Strasse (ul. 10 Lutego), Lindenstrasse (ul.
Krasickiego - jak podano w rozkazie, w istocie ul. Krasickiego
odpowiadała ulica o niemieckiej nazwie Klinbestrasse) i ulicy Ks.
Biskupa Bandurskiego (ul. Partyzantów), a więc na trasie przejazdu
Hitlera i jego świty.
Einsatzkommando 16 podjęło ponownie działalność 22
września, dokumentując ją w raportach z 22, 23 i 25 września: "W
dniach 22 i 23 września 1939 r. przebadano znowu w Gdyni 2400 osób.
Przy tej okazji można było odnaleźć dalsze 22 osoby poszukiwane
przez urzędy policji państwowej Rzeszy lub w Gdańsku". "W Gdyni
przesłuchano znowu w dniu 25 września 1939 r. 2700 osób, z których
1200 nadawało się do zwolnienia, podczas gdy 1500 musiano jeszcze
tymczasowo zatrzymać do dalszego śledztwa. Na podstawie listów
gończych placówek gestapo z Rzeszy aresztowano 21 osób. Dalsze 14
osób z różnych innych powodów zatrzymano w areszcie".
Dnia 25 września 1939 r. aresztowano w gmachu
byłego Komisariatu Rządu grono profesorskie Państwowej Szkoły
Morskiej. Jego członków wezwano pod pozorem odbioru przepustek
uprawniających do wychodzenia na miasto. Tego dnia aresztowano
inspektora Konstantego Maciejewicza, naczelnika Wydziału
Mechanicznego Adama Morgulca, naczelnika Wydziału Nawigacyjnego
Antoniego Ledóchowskiego, profesora matematyki Aleksandra Maresza,
profesora fizyki Henryka Kossakowskiego, sekretarza Państwowej
Szkoły Morskiej Włodzimierza Wnuka. Ze względu na podeszły wiek z
grupy aresztowanych pracowników Państwowej Szkoły Morskiej zwolniono
Adama Morgulca. Pozostałych pod eskortą zaprowadzono do Etapu
Emigracyjnego. Stamtąd 29 września wraz z kilkoma tysiącami
internowanych wymaszerowali pod eskortą tą samą drogą, wydeptaną
przez poprzednie kolumny aresztowanych, do
Gdańska-Westerplatte-Nowego Portu-Stutthofu. Część odesłano do
Gdańska z powrotem do więzień Gdyni i Wejherowa.
Na krótkim odcinku trasy, z Gdyni do Orłowa,
maszerującym towarzyszyły współczujące, przerażone spojrzenia
bliskich, znajomych i nieznajomych rodaków; na dalszym odcinku
trasy, od Sopotu aż do Nowego Portu, złowrogie okrzyki wyległych i
przypatrujących się z satysfakcją miejscowych Niemców, grożących
pięściami, miotających w kolumnę kamieniami i obrzucających ją
obelgami.
Transport do Stutthofu z 29 września był
ukoronowaniem pierwszego okresu działalności administracji wojskowej
i podporządkowanych jej czynników cywilnych na terenie Gdyni. Jej
bilans omawia raport Einsatzkommando 16 z 29/30 września 1939
r.: "Przesłuchania w Gdyni, jak również na terenie powiatu
morskiego w zasadzie zakończono. W Gdyni zostało aresztowanych około
120 osób w charakterze zakładników. Liczba aresztowanych na
podstawie listów gończych wydanych w Rzeszy i w Gdańsku wynosi 130
osób, a liczba prewencyjnie aresztowanych obejmuje łącznie 2250
osób".
Po kapitulacji Helu 2 października 1939 r.
Wehrmacht stopniowo wycofywał się z działalności administracyjnej i
"porządkowej" na terenie Gdyni. Wszystkie agendy administracyjne
sukcesywnie przekazywano działającej równolegle z administracją
wojskową administracji cywilnej. Inicjatywę Wehrmachtu w akcji
"utrzymania porządku" i "oczyszczenia" miasta z elementu
niebezpiecznego dla "Wielkiej" Rzeszy przejęły gestapo i jednostki
SS.
Podlegający władzom wojskowym zakładnicy z chwilą
kapitulacji Helu zostali zwolnieni. Przebywali jednakże na wolności
tylko przez kilka dni. Zostali bowiem wkrótce wszyscy aresztowani
przez gestapo i 11 listopada 1939 r., w rocznicę odzyskania przez
Polskę niepodległości, którą Niemcy postanowili "uczcić" w specjalny
sposób, prawie wszyscy rozstrzelani wraz z olbrzymią rzeszą innych
obywateli miasta.
Dnia 23 października 1939 r. gdyńskie gestapo
zwróciło się do ks. kanonika Turzyńskiego, jako dziekana, z
zaproszeniem na rzekomą konferencję całego kleru dekanatu
gdyńskiego. Konferencję wyznaczono na 24 października na godzinę
10.00 w siedzibie gestapo na Kamiennej Górze. Do gestapo przybyli o
wyznaczonej godzinie wszyscy obecni w tym czasie księża. Z powodu
nieobecności nie stawili się: kapłan szpitala ks. Franciszek
Dąbrowski, późniejszy kanonik w Pelplinie, oraz wikariusze ks.
Bo-niecki z Cisowej i ks. S. Kwiatkowski z Małego Kacka. W gestapo
konferencja okazała się zręcznym bluffem, będącym tylko wabikiem na
księży. Po sprawdzeniu personaliów przystąpiono mianowicie do
szczegółowych badań dotyczących stosunku księży do Niemców, Rzeszy,
przynależności do organizacji politycznych itp. Po długich męczących
badaniach wypuszczono wówczas tylko ks. Klemensa Przeworskiego -
proboszcza z Oksywia, jego wikariusza ks. Tadeusza Danielewicza, ks.
Pawła Lubińskiego - proboszcza z Małego Kacka, ks. Romana
Wiśniewskiego - proboszcza z Orłowa oraz ks. dyrektora "Caritasu",
Mieczysława Żurka. Prawdopodobnie uratowały ich listy polecające od
miejscowych Niemców.
Kilka dni później ponownie aresztowano ks.
Mieczysława Żurka oraz ks. emeryta Kietermana. Dołączono ich do
pozostałych aresztowanych, którzy przebywali już od kilku dni w
Etapie Emigracyjnym na Grabówku. Stamtąd przewieziono ich tą samą co
zwykle trasą do Nowego Portu, skąd 2 listopada 1939 r. zostali
wywiezieni do Stutthofu, gdzie przebywało już sześciu gdyńskich
księży; poza wspomnianą czwórką: ks. Stanisław Stefaniak - proboszcz
portowej parafii z Gdyni i ks. emeryt Paweł Wielemski z Orłowa.
W skład grupy przybyłej do obozu 2 listopada
wchodzili księża: Teodor Turzyński - dziekan gdyński, Czesław Racki,
Jan Zakrzewski, Piotr Dunajski, Kazimierz Kalisz, Jan Bieńkowski,
Anastazy Fierek - proboszcz z Gdyni-Cisowej, Józef Mówiński -
proboszcz z Gdyni-Witomina, Brunon Olkiewicz - proboszcz z
Gdyni-Obłuża i Mieczysław Żurek. W skład gdyńskiej grupy wchodziła
grupa z parafii ojców jezuitów z dyrektorem Liceum w Orłowie - ojcem
Józefem Koneweckim i prefektem - ojcem Karolem Sudy, oraz 3 ojców
franciszkanów z Gdyni.
Pobyt grupy gdyńskich księży w Stutthofie trwał
tylko parę dni. Po kilku dniach wywieziono ich w nieznanym kierunku.
Prawdopodobnie wywieziono ich do Piaśnicy pod Wejherowem i tam 11
listopada 1939 r. zamordowano. W tym dniu rozstrzelano podczas
egzekucji trwającej od wczesnego rana do trzeciej po południu
prawdopodobnie 314 osób z Gdyni. Jednocześnie tego samego dnia
Gdynia była widownią publicznej egzekucji. Przy kościele parafialnym
na Obłużu policja rozstrzelała 10 uczniów. Powodem egzekucji było
rzekome wybicie kamieniem szyby w lokalu posterunku na Obłużu. W
rzeczywistości chodziło jednak o zastraszenie i sterroryzowanie
społeczeństwa.
Lasy Piaśnicy były miejscem masowych egzekucji, w
których hitlerowcy wymordowali największą część mieszkańców Gdyni i
okolic. Okres najbardziej masowych egzekucji przypadał na
październik i listopad 1939 r. Masowych zbrodni w Lasach Piaśnickich
dokonywano na rozkaz dyrektora kryminalnego Friedricha Classa oraz
komisarza kryminalnego SS--Hauptsturmführera Franza Koepkego. W tej
zbrodniczej działalności współpracowali z nimi: starszy asystent
kryminalny Herbert Teuffel, zwany głównym katem Piaśnicy, sekretarze
kryminalni Reinhold Bruchard i Otto Patze. Bezpośredni udział w
egzekucjach brali pod nadzorem Koepkego Herbert Teuffel i
Untersturmführer Hans Sohn.
Przed wywiezieniem do Lasów Piaśnickich większość
więźniów umieszczono w więzieniu wejherowskim. Naczelnikiem
więzienia w owym okresie był Oberwachtmeister Schmand z Gdańska.
Podczas jego rządów więzienia wejherowskie były niekiedy tak
przepełnione, "że więźniowie nie mogli się swobodnie poruszać.
Załadowane były więźniami wszystkie cele, korytarze, a nawet
kaplica. Również przepełnione było i tzw. stare więzienie, które
obejmowało zapewne 500 osób. Więźniowie byli obojga płci. Pochodzili
z terenu Wejherowa, Pucka, Gdyni, Gdańska oraz okolicznych
miejscowości, a rekrutowali się przeważnie spośród inteligencji
[...], w początkach listopada 1939 r. poczęto zabierać z więzienia
po kilka osób. Wywożono ich samochodami ciężarowymi rzekomo do
gestapo do Gdyni. [...] Wywożeni przed wejściem do samochodu musieli
składać na dziedzińcu swój bagaż oraz wszelkie drobiazgi, jakie
mieli w kieszeniach ubrania" (relacja świadka na procesie Forstera -
Józefa Grzenkowicza).
Do ponownych masowych aresztowań doszło w ostatnich
miesiącach 1942 r. W intencjach hitlerowców miały one doprowadzić do
załamania rozwijającego się ruchu oporu. We wrześniu 1942 r. za
przynależność do Armii Krajowej i "Szarych Szeregów" aresztowano
Macieja Gwiazdę, Garbego, Jacewicza, Sułkowskiego, Lucjana
Cylkowskiego. Dnia 26 listopada 1942 r. nastąpiły dalsze
aresztowania na podstawie listy sporządzonej przez dowództwo AK,
która została znaleziona przez funkcjonariuszy gestapo. Za
przynależność do AK i "Szarych Szeregów" aresztowano tego dnia
większość członków, między innymi Bogusława Adamczyka, Jana i
Czesława Bądzińskich, Zbigniewa Giezkę, Aleksandra i Jana Kaszubów,
Felicjana Ładę, Zygmunta Narlocha, Zbigniewa Raczkiewicza, Czesława
Szlachcikowskiego, Henryka i Alfonsa Szymańskich, Stanisława i
Franciszka Wanagów, Jerzego Wojciechowskiego, Józefa Żmudzkiego,
Władysława Żółtaniewskiego. Po śledztwie w gdyńskiej placówce
gestapo wszystkich wywieziono do Gdańska na Neugarten 27 (obecnie
ul. Gen. Świerczewskiego), gdzie mieściła się siedziba gestapo. Tam
kontynuowano rozpoczęte w Gdyni śledztwo. Następnym etapem ich
wędrówki był obóz koncentracyjny w Stutthofie.
Jesienne aresztowania w 1942 r. pochłonęły
największą liczbę aresztowanych członków podziemnych organizacji
Pomorza. Mieszkańcy Gdyni stanowili wśród nich połowę, pozostali to
przedstawiciele Torunia, Chojnic, Kościerzyny, Tczewa oraz innych
miejscowości.
Dnia 28 sierpnia 1943 r. aresztowano w placówce
firmy ekspedycyjnej "Bergsped", znajdującej się na terenie portu
gdyńskiego, pracujących tam członków Polskiej Armii Powstania. W
chwili zdekonspirowania organizacja liczyła około 70 osób.
Zarówno w 1943, jak i w 1944 r. przeprowadzono w
Gdyni szereg aresztowań w związku z przerzucaniem ludzi do Szwecji.
Pierwsze przerzuty ludzi przez Bałtyk zaczęły się w początkach 1941
r. Gdyńscy dokerzy, współpracując z grupami przerzutowymi, za zgodą
wtajemniczonych marynarzy szwedzkich pomogli w ucieczce do Szwecji
wielu poszukiwanym przez gestapo członkom ruchu oporu. Usilne
poszukiwania osób zajmujących się tą akcją doprowadziły do
aresztowania w 1944 r. około 30 z nich.
Represje i aresztowania z większym lub mniejszym
nasileniem trwały do końca rządów hitlerowskich. Większość
aresztowanych gdynian osadzono w obozie koncentracyjnym w
Stutthofie. Największą liczbę stanowili osadzeni we wrześniu,
październiku, listopadzie i grudniu 1939 r. Wrzesień i październik
to miesiące wzmożonej akcji aresztowań. Z powodu niekompletnej
dokumentacji i częściowej tylko ewidencji byłego KL Stutthof trudno
ustalić faktyczny stan liczebny transportów z Gdyni. Na podstawie
zachowanej dokumentacji byłego KL Stutthof można ustalić jedynie
liczbę gdynian osadzonych w obozie od 1 października 1941 do 17
kwietnia 1943 r., a więc w okresie mniej wzmożonych aresztowań niż
okres poprzedni. Ostatecznej liczby osadzonych w tym okresie w
obozie nie można traktować jako oddającej w pełni stan prawdziwy,
gdyż nie upoważnia do tego brak czterech kart z ewidencji 1942 r.
Według nich w okresie od 1 października 1941 do 17 kwietnia 1943 r.
w obozie koncentracyjnym w Stutthofie osadzono 234 gdynian. W tym
największą grupę stanowili aresztowani jesienią 1942 r. członkowie
ruchu oporu.
Trudno też ustalić dokładną liczbę zamordowanych i
zaginionych mieszkańców Gdyni. Dane źródłowe nie obejmują
wszystkich, poza tym zawierają wiele nieścisłości i z tego powodu
trudno ustalić liczbę strat. Dlatego też jedynie tytułem przykładu
podajemy, że wśród ofiar hitlerowskiego terroru znajdowało się 15
radców Izby Przemysłowo-Handlowej, 12 nauczycieli, 14 księży
katolickich, 65 członków Polskiego Związku Zachodniego, 34
funkcjonariuszy Śledczej Policji Państwowej, 10 pracowników Urzędu
Morskiego, 10 chłopców z Obłuża i 31 kupców.
Wysiedlenia
Równolegle z masowymi aresztowaniami, egzekucjami i
zsyłkami do obozów koncentracyjnych przeprowadzano, tak na terenie
Gdyni jak i w całym okręgu, akcję masowych wysiedleń, będących
typową formą eksterminacji pośredniej. Za przebieg akcji
wysiedleńczej na terenie tzw. Reichsgau Danzig - Westpreussen
odpowiedzialne były z rozkazu Himmlera Sipo i SD. W pierwszym
okresie akcji wysiedlenia przeprowadzane były przez miejscowe władze
policyjne i administracyjne oraz specjalnie do tego powołane
terenowe sztaby przesiedleńcze. Dla centralnego kierowania akcją
wysiedleńczą Reinhard Heydrich zarządzeniem z 23 stycznia 1941 r.
utworzył przy inspektorze Sipo i SD w Gdańsku placówkę
Um-wandererzentralstelle - UWZ (Centralnych Komórek Przesiedleń),
faktycznie działającą od 15 listopada 1940 r. Na czele gdańskiego
UWZ z siedzibą w Gdyni stanął kierownik Staatspolizeileitstell
SS-Sturmbann-führer Wolff. Odtąd akcja wysiedleńcza kierowana była
centralnie przez UWZ. Całość akcji wysiedleńczej na terenie okręgu z
racji swych kompetencji nadzorował wyższy dowódca SS i policji H.
Hildebrandt.
W pierwszym okresie akcja wysiedleńcza prowadzona
była na życzenie i rozkaz niemieckiego dowództwa wojskowego. Ze
względu na przekształcenie Gdyni w bazę Kriegsmarine domagało się
ono jak najszybszego przeprowadzenia wysiedleń ludności polskiej.
Ostateczny termin organizacyjnego opracowania akcji wysiedleńczej na
terenie Gdyni wyznaczono na 5 października 1939 r. Do kierowania
akcją wysiedleńczą powołano terenowy Umsiedlungsstab (Sztab do Spraw
Przesiedleńczych), kierowany przez SS-Standartenführera Henschla. Ze
Sztabem do Spraw Przesiedleńczych współpracował działający przy
wyższym dowódcy SS i policji Ansiedlungsstab (Sztab Osiedleńczy)
powołany dla sprowadzenia i ostatecznego osiedlenia obywateli
niemieckich i folksdojczów z innych krajów Europy, w przypadku
Reichsagu Danzig - Westpreussen z krajów nadbałtyckich, Besarabii i
Rzeszy.
Pierwsze masowe wysiedlenie mieszkańców Gdyni
odbyło się bez żadnego uprzedzenia. Prezydent policji
SS-Brigadeführer Christoph Diehm nakazywał w swym ogłoszeniu z 12
października 1939 r.: "Ze względu na bezpieczeństwo nakazuję
ewakuację ludności polskiej dzielnicy Orłowa z wyłączeniem Kolibek i
Małego Kacka do czwartku, dnia 12 października 1939 r. o godzinie
9.00. 1. Ludność zbiera się o godzinie 9-tej przy ul. Orłowskiej
przed gmachem Zarządu Cywilnego. 2. Mieszkania należy zostawić
otwarte. Klucze muszą pozostać w zamkach drzwi domowych, mieszkań i
pokoi. Ponowne wejście do mieszkań po godzinie 9.00 uważa się za
sabotaż. 3. Zabrać wolno zasadniczo tylko bagaż ręczny (ubrania,
bieliznę, sztućce i osobiste przedmioty wartościowe). Meble i
wszystkie do mieszkania należące urządzenia pozostawić należy w
pomieszczeniach mieszkalnych. 4. Zniszczenia mieszkań i ich
urządzeń uważa się za sabotaż. 5. Kto dopuści się aktów sabotażu
i kto wbrew zakazowi posiada jeszcze broń, zostanie
rozstrzelany".
Zaskoczonym mieszkańcom Orłowa dano 20 minut na
opuszczenie mieszkań. Dłuższe przebywanie w mieszkaniu uważane było
za sabotaż i groziło śmiercią. W tym dniu Orłowo opuściło 4000
mieszkańców, w tym 1300 dzieci. Pierwszych wysiedlanych umieszczono
w peryferyjnych dzielnicach miasta - Grabówku, Chyloni, Witominie,
gdzie zakwaterowano ich przejściowo w barakach lub u obcych polskich
rodzin, a po zorganizowaniu przez administrację wojskową transportu
wywieziono do Generalnego Gubernatorstwa. Przyczyny tego pośpiechu
leżały między innymi w zakrojonej na szeroką skalę akcji osadniczej
Niemców z Rzeszy oraz innych krajów Europy. Wyraźne opory Forstera,
przeciwstawiającego się masowemu osadzaniu Niemców ze Wschodu,
spowodowały stosunkowo mały napływ tzw. Niemców bałtyckich
(Baltendeutschen). Z tego też powodu do Gdyni przybyło tylko 3500
Niemców bałtyckich. Natomiast całe zainteresowanie Forstera
skoncentrowało się na osadnictwie Niemców ze "starej" Rzeszy i
Gdańska.
Na potrzeby akcji wysiedleńczej 14 października
1939 r. Lobsack, jako pełnomocnik Forstera przy współpracy
SS-Obersturmbannführera dr. Sandberga, opracował pierwsze lokalne
kryteria oceny przynależności narodowej zamieszkałej w Gdyni
ludności, w celu wyszukania znajdujących się wśród mieszkańców
miasta folksdojczów. Według opracowanych przez nich kryteriów za
folksdojcza należało uważać tego, kto był członkiem niemieckiej
organizacji w Polsce lub nie będąc członkiem niemieckiej organizacji
posługiwał się językiem niemieckim jako ojczystym, dzieci swoje
posyłał do szkoły niemieckiej, wychowywał je w duchu niemieckim i
mógł powołać się na nienagannego poręczyciela - Niemca. Natomiast
mieszkańców Gdyni należących do autochtonicznej polskiej ludności
Pomorza, lecz nie urodzonych w Gdyni zalecano osiedlić na terenie
Kaszub - a więc w Kościerzynie, Kartuzach i Wejherowie, przy czym
zastrzeżono, że w wymienionych miejscowościach należy ulokować tych
tylko, którzy mają tam krewnych. Resztę ludności miejscowej zalecano
traktować na równi z Polakami napływowymi aż do momentu, w którym
ich mieszkania nie byłyby już potrzebne dla rodzin niemieckich
przybywających do miasta. W ostatecznej konkluzji stwierdzono więc,
że urodzeni w Gdyni mogą być również ewakuowani, jeżeli będzie tego
wymagało dobro akcji osiedleńczej. Kierując się tymi kryteriami,
przeprowadzono selekcję ludności, skazując na natychmiastowe
wysiedlenie ludność przybyłą na teren miasta po 1918 r.,
inteligencję i działaczy politycznych, jeśli nie zostali
aresztowani.
Przeprowadzanym wysiedleniom starano się nadać
częściowo charakter dobrowolnej emigracji ludności. W wyznaczonych
posterunkach policyjnych wydawano uprawniające do podróży numerowane
bilety, z zaznaczoną liczbą osób i miejscem docelowym. Numerowany
bilet kolejowy z podpisem prezydenta policji był jednocześnie
przepustką graniczną, uprawniającą do przekroczenia granicy "w
kierunku kraju rodzinnego", jak mawiali organizatorzy akcji. Ludność
częściowo korzystała z tych przepustek, częściowo przenosiła się do
innych dzielnic miasta, chcąc uchronić się przed wysiedleniem.
Wiedząc o tym, miejscowe władze w celu przyspieszenia tempa akcji
wysiedleńczej 24 października w licznie rozlepionych plakatach
podały do wiadomości tzw. Ostatnie rozporządzenie, z którego treści
wynikało, że kto dobrowolnie nie opuści Gdyni, będzie wysiedlony
przymusowo, wzywając przy tym pozostałą ludność do jak najszybszego
opuszczenia miasta.
Wszystkich ewakuowanych gromadzono przed dworcem od
strony ul. Albert-Forster-Strasse, tj. Morskiej (obecnie Czerwonych
Kosynierów) i po przeprowadzeniu rewizji osobistej wywożono
codziennie wagonami towarowymi do Generalnego Gubernatorstwa, w
kierunku Częstochowy, Kielc, Siedlec i Lublina. Według "Dziennika
Wojennego Dowództwa Wojskowego Gdańsk - Prusy Zachodnie" do dnia 26
października 1939 r. wysiedlono tym sposobem z miasta 12 271
mieszkańców. Natomiast "dobrowolnie" opuściło miasto około 38 tys.
osób. Tak więc Gdynię opuściło wówczas przeszło 50 tys. mieszkańców.
Pozostałych zmuszono do opuszczenia ich mieszkań i zamieszkania na
peryferiach miasta.
Organizatorzy akcji wysiedleńczej na terenie Gdyni
nie zapominali o olbrzymim zapotrzebowaniu na siłę roboczą w
rozwijającym się przemyśle zbrojeniowym i innych gałęziach
gospodarki miejskiej. Najbardziej potrzebni polscy specjaliści z
różnych dziedzin gospodarczych z powodu aktualnego braku
wykwalifikowanych sił niemieckich zostali wyłączeni z akcji
wysiedleńczej. W piśmie z 16 października 1939 r. zobowiązano władze
lokalne do sporządzenia wykazów zapotrzebowania na lekarzy,
adwokatów, rzemieślników i przedstawicieli innych zawodów w celu
uzupełnienia zwolnionych przez wysiedlonych Polaków miejsc. W
związku z wywłaszczeniem szpitala Sióstr Wincentek bardzo ważna
okazała się sprawa obsady zwolnionych etatów lekarskich. Z tego też
względu sporządzono listy lekarzy polskich, których z uwagi na brak
siły fachowej postanowiono zostawić w mieście. Z podania Urzędu
Zdrowia do Władz Bezpieczeństwa wynika, że pozostawiono w mieście,
jako niezbędnych dla zagwarantowania mieszkańcom miasta koniecznej
opieki zdrowotnej, 33 polskich lekarzy, pozostałych 14 przeznaczono
do wysiedlenia. Pozostawiono także 25 osób z personelu pomocniczego
oraz część personelu farmaceutycznego. Łącznie wydano 799 dowodów
stwierdzających niezbędność tych osób na terenie miasta.
Dla podsumowania wyników dotychczasowej polityki
eksterminacyjnej na obszarze Reichsgau Danzig - Westpreussen i
ustalenia struktury narodowościowej mieszkańców tego okręgu
przeprowadzono z rozkazu Forstera w dniach od 3 do 6 grudnia 1939 r.
powszechny spis ludności. Spisem tym miała być objęta cała ludność
(Gdynia nie została objęta spisem) bez względu na przynależność
narodową. Obowiązkowi spisowemu nie podlegali jedynie żołnierze
Kriegsmarine, Wehrmachtu, członkowie Arbeitsdienst (Służby Pracy)
oraz osoby znajdujące się w obozach jenieckich, obozach dla
wysiedlanej ludności polskiej, urzędnicy niemieccy, funkcjonariusze
NSDAP oraz członkowie formacji narodowosocjalistycznych. W arkuszu
spisowym w rubryce "język ojczysty" wyszczególniono obok języka
niemieckiego i polskiego język kaszubski. Była to zapowiedź
sztucznego podziału społeczeństwa polskiego na rzekomo obce
etnicznie grupy narodowościowe.
Wyniki spisu miały posłużyć władzom hitlerowskim do
sporządzenia wykazów wysiedleńczych. Władze hitlerowskie zamierzały
początkowo wysiedlić z Gdyni wszystkich pozostałych Polaków. W
związku z tym zamierzano zastąpić polskich robotników portowych
holenderskimi. W porozumieniu z Zarządem Portu w Gdyni ustalono, ilu
polskich robotników jest aktualnie potrzebnych i tych na razie
postanowiono wykluczyć z akcji wysiedleńczej. Okazało się jednak, że
zapotrzebowanie miasta na wykwalifikowane siły było większe, niż
sądzono i niż była w stanie zaspokoić akcja osiedleńcza, dlatego
zaniechano całkowitego wysiedlania polskich specjalistów i
robotników, bez których przemysł zbrojeniowy nie mógłby
funkcjonować, a Kriegsmarine nie otrzymałaby sprzętu i
uzbrojenia.
Do akcji wysiedleńczej ponownie przystąpiono w
pierwszych dniach maja 1940 r., wysiedlając wówczas z Gdyni 138
osób. Masowy charakter miały wysiedlenia przeprowadzone we
wrześniu-październiku 1940 r., którymi w Gdyni objęto 22 tys. osób.
W ich głównie rezultacie w początkach 1941 r. Gdynię zamieszkiwało
26 824 Niemców i 62 100 Polaków.
Nie bez wpływu na przebieg akcji wysiedleńczej
pozostawały wydarzenia na froncie wschodnim oraz związane z tym
militarne i gospodarcze problemy III Rzeszy. Zarówno okres
poprzedzający agresję na Związek Radziecki, jak i późniejszy wykazał
olbrzymie zapotrzebowanie na wykwalifikowane siły robocze. Werbunek
do armii powodował ciągły odpływ niemieckich fachowców, a
zapotrzebowanie armii stale wzrastało, poza tym środki transportu
potrzebne były Wehrmachtowi do koncentracji wojsk na granicy ze
Związkiem Radzieckim. Dlatego 16 marca 1941 r. wydano zarządzenie
wstrzymania transportów do Generalnego Gubernatorstwa.
Polityka germanizacji
Dążąc do jak najszybszej likwidacji wszelkich
przejawów polskości, okupant zwiększał wysiłki, których celem była
germanizacja części ludności polskiej. Podstawą prawną miało się
stać rozporządzenie o niemieckiej liście narodowej z 4 marca 1941 r.
Zgodnie z nim ludność ziem włączonych do Rzeszy podzielono na cztery
grupy: grupa I - obejmowała wszystkich Niemców, którzy mieszkali
na ziemiach polskich w okresie II Rzeczypospolitej, otwarcie
manifestowali swoją niemieckość i czynnie współdziałali na rzecz
Niemiec hitlerowskich; grupa II - obejmowała Niemców
zachowujących stanowisko neutralne w życiu politycznym,
niezaangażowanych w działalność niemieckich organizacji, ale
kultywujących tradycje niemieckie w życiu rodzinnym, posyłających
swoje dzieci do szkół niemieckich oraz posługujących się językiem
niemieckim jako ojczystym; grupa III - obejmowała osoby
pochodzące z niemieckich małżeństw mieszanych oraz należące do
sztucznie utworzonej tzw. warstwy pośredniej: Kaszubów, Mazurów,
Ślązaków itd.; grupa IV - obejmowała wszystkich pozostałych
Polaków, którym przypisywano niemieckie pochodzenie.
Osoby wpisane do grupy III i IV nie były
"pełnowartościowymi" obywatelami Rzeszy. Zakwalifikowanie ich do
wyższej grupy było możliwe dopiero po 10-letnim okresie próbnym, w
którym mogłyby wykazać się cechami "pełnowartościowego" obywatela
Rzeszy. "Specjaliści" od spraw narodowościowych doktorzy Wetzel i
Hecht stwierdzili:
"Celem polityki niemieckiej jest wyselekcjonowanie
warstwy należącej do rasy nordyckiej i jej germanizacja oraz
utrzymanie na niskim stopniu kultury osobników pochodzenia rdzennie
polskiego i stopniowe wysiedlenie ich na tereny etniczne polskie
[...]. Mieszańców niemiecko-polskich i ludzi pochodzenia
niemieckiego, którzy nie zostali wpisani na listę narodową, byłoby
najlepiej przenieść do Rzeszy i tam ich zgermanizować. Dzieci z
takich małżeństw trzeba wychować w specjalnych zakładach i usunąć
spod wpływu rodziców. Spośród ludności przeznaczonej na wysiedlenie
należy wybierać dzieci rasowo wartościowe w wieku najwyżej 8-10 lat
i umieścić je w Rzeszy. Dzieci te mają przebywać w niemieckich
zakładach wychowawczych lub przy niemieckich rodzinach. Z krewnymi
polskimi nie wolno im utrzymywać żadnych kontaktów. Dzieci te
otrzymają nazwiska niemieckie [...]. Większość ludności polskiej
musi być usunięta z terenu nowej Rzeszy, gdyż nie nadaje się do
zniemczenia, głównie z powodów narodowo-politycznych. [...] Kaszubi,
Mazurzy i Ślązacy pozostaną na miejscu, ponieważ istnieje możliwość
ich zniemczenia. Ci z nich jednak, którzy świadomie czują się
Polakami, muszą być wysiedleni".
Na podstawie § 2 rozporządzenia o niemieckiej
liście narodowościowej oraz przynależności państwowej we wcielonych
obszarach wschodnich z 4 marca 1941 r. utworzono z natychmiastową
ważnością przy zarządzie miejskim w Gdyni filię niemieckiej listy
narodowościowej - Zweigstelle der Deutsche Volksliste. Na stanowisko
kierownika filii i referenta do spraw ludnościowych powołano
miejskiego asesora dr. Weidemanna. W skład Zweigstelle der Deutsche
Volksliste wchodzili - oprócz nadburmistrza -> przywódca partyjny
lub osoba wyznaczona przez niego, zastępca przywódcy partyjnego do
spraw narodowościowych, przedstawiciel szefa policji i służby
bezpieczeństwa oraz kilku miejscowych folksdojczów wyznaczonych
przez burmistrza lub starostę. Poprzednio o wpisie na listę
folksdojczów i przyznawaniu dowodów przynależności narodowej
decydowali miejscowi kreisleiterzy NSDAP przy pomocy władz
administracyjnych. Sygnałem rozpoczynającym najbardziej bezwzględny
etap polityki germanizacyjnej na całym obszarze Reichsgau Danzig -
Westpreussen była odezwa Forstera z 22 lutego 1942 r.:
"Aby jednak żadnego mężczyzny lub żadnej kobiety
nie pozbawić możliwości powrotu do niemieckiego środowiska
narodowościowego, wydaję niniejsze publiczne orędzie do wszystkich
tych, którzy czują się Niemcami czy też mają krewnych w Rzeszy i
chcą być zaszeregowani do niemieckiej grupy narodowościowej, aby
zgłosili się do 31 marca 1942 roku w celu przyjęcia ich na niemiecką
listę narodowościową. Żaden człowiek, który chce powrócić do
niemieckiego środowiska narodowościowego, a który został pominięty,
nie może być pokrzywdzony. Niniejsza proklamacja ma być ostatnią
szansą, by stać się znów pożytecznym człowiekiem grupy
narodowościowej. Kto jednak mimo tego wezwania przyjęcie na
niemiecką listę odrzuci i zadeklaruje, że nie chce być Niemcem,
chociaż warunki ku temu istnieją, nie może później, szczególnie po
ostatecznym zwycięstwie, mieć żadnych widoków na przyjęcie do
szeregów niemieckiego narodu. Właśnie teraz, kiedy naród niemiecki
walczy o swoją egzystencję i wolność, musimy mieć pewność, kogo
należy na tutejszych terenach traktować jako Niemca, kogo jako
Polaka. [...] Kto tę szansę jednak odrzuci, musi sobie zdawać sprawę
z tego, że w przyszłości będzie traktowany jako nie należący do
narodu niemieckiego i nawet oznaczony będzie jako Polak i podlegać
musi specjalnym przepisom dla Polaków. A tym samym będzie zrównany z
najgorszymi wrogami narodu niemieckiego".
Zaniechano więc selekcji upatrzonych osób, a
wzywano wszystkich. Odezwa traktowała zgłoszenie się na folkslistę
jako obowiązek, którego niespełnienie spowoduje zaliczenie do
najgorszych wrogów narodu niemieckiego. Ta nagła zmiana kryteriów
przynależności do narodu niemieckiego spowodowana była rosnącym
zapotrzebowaniem armii niemieckiej na żołnierzy. Od chwili wydania
odezwy atmosfera terroru i przemocy była tak silna, że pod jej
wpływem wytworzyła się psychoza desperackiego ratowania się przez
podpisanie folkslisty. Opór był tym bardziej utrudniony, że wezwania
były indywidualne, a w razie odmowy opornymi zajmowały się miejscowe
władze policji bezpieczeństwa. Pamięć o wymordowanych, wyrzuconych z
domów i wypędzonych spowodowała, że wpis w tym okresie podyktowany
był wyłącznie chęcią ratowania życia swego i najbliższych. Dopiero w
tym okresie akcja zniemczania dała znaczne wyniki. Dane komisji
rehabilitacyjnej z terenu Gdyni z 1946 r. wskazują na liczbę 19 813
osób eingedojczowanych (grupy III i IV, a nawet częściowo II). Nie
można jednak liczby tej traktować jako oddającą pełny stan
zniemczonych, ponieważ nie wszyscy wpisani na niemiecką listę
narodowościową złożyli wnioski o rehabilitację, w następstwie czego
musieli opuścić Polskę.
Wobec pozostałych Polaków, którzy oparli się
wpisowi na niemiecką listę narodowościową, zastosowano ostre sankcje
dyskryminacyjne, uzależnione jednak każdorazowo od umiejętności
fachowych i od postawy wobec administracji hitlerowskiej, a tym
samym III Rzeszy. Zgodnie z założeniami "ekspertów" do spraw
narodowościowych, doktorów Hechta i Wetzla:
"Polacy nie mogą być właścicielami sklepów.
Stanowiące dotychczas ich własność grunty, także i rolne, zostaną
wywłaszczone. Polacy nie mogą trudnić się samodzielnie rzemiosłem
ani być majstrami [...]. W przyszłości na ziemiach wschodnich nie
będzie szkół polskich [...]. Należy zakazać odprawiania wszelkich
nabożeństw w języku polskim itd. [...]. Aby zlikwidować wszelką
odrębność kulturalną i gospodarczą, nie mogą istnieć żadne
korporacje, związki i stowarzyszenia polskie [...]. Niedozwolone są
polskie restauracje i kawiarnie. Polacy nie mogą uczęszczać do
niemieckich teatrów, kabaretów i kin. Należy zamknąć polskie teatry,
kina i inne placówki kulturalne. Nie będzie polskich gazet; tak samo
produkcji polskich książek oraz wydawania polskich czasopism. Z tych
samych powodów Polacy nie mają prawa posiadać radioodbiorników oraz
gramofonów [...]".
Lista zakazanych Polakom przedmiotów podlegających
konfiskacie była znacznie dłuższa. Oprócz radioodbiorników i
gramofonów nie wolno było Polakom posiadać lornetek, instrumentów
muzycznych, długich skórzanych butów, skórzanych teczek itp.
Wszystko to zostało zarekwirowane przez Główny Urząd Powierniczy
Wschód i przekazane do dyspozycji napływających do miasta Niemców
bądź zarządu miejskiego.
W parze z tymi restrykcjami, z przymusem pracy, z
pogarszającym się stale położeniem materialnym ludności polskiej
szło dążenie okupanta do zlikwidowania wszelkich przejawów polskiego
życia narodowego. Najważniejszym i najbardziej rygorystycznie
przestrzeganym był zakaz używania języka polskiego zarówno w życiu
publicznym, jak też prywatnym. Wszystkie polskie instytucje
oświatowe, naukowe i kulturalne zostały zamknięte, a ich eksponaty i
materiały bądź wywiezione, bądź też zniszczone. Zniszczona została
między innymi Biblioteka Polskiego Związku Zachodniego w Gdyni -
około 4 tys. dzieł. Zniszczono oraz wywieziono księgozbiór naukowy
Instytutu Bałtyckiego - około 9 tys. woluminów, z czego po wojnie
odnaleziono i zebrano około dwóch trzecich, oraz rękopisy
przygotowywanych prac na ogólną sumę 10 tys. zł przedwojennych.
Łączna suma strat wynosiła 50 tys. zł przedwojennych. Zniszczona
została bądź zrabowana biblioteka Dowództwa Marynarki Wojennej i
Towarzystwa Wiedzy Wojskowej. Wywieziono z Morskiego Laboratorium
Rybackiego przyrządy naukowe wartości 73 tys. zł, bibliotekę
wartości 70 tys. zł, kolekcję muzealną wartości 50 tys. zł, środki
lokomocji (kuter badawczy, łódź motorowa, 2 łodzie wiosłowo-żaglowe)
wartości 112 tys. zł, zapasy szkła i chemikaliów wartości 3,5 tys.
zł.
Ogromne straty poniosło szkolnictwo polskie, które
we wrześniu nie wznowiło już swej działalności. Natychmiast bowiem
po wkroczeniu okupant organizował niemieckie władze szkolne, które
przejęły polski majątek szkolny. W ramach akcji porządkowania
urządzeń i pomieszczeń szkolnych zarządzono palenie map, globusów,
obrazów, bibliotek szkolnych i nauczycielskich. Pomoce naukowe i
urządzenia szkolne w znacznej ilości zostały zniszczone bądź
wywiezione do Rzeszy. Poza tym zamordowano bądź usunięto w
pierwszych miesiącach okupacji polski personel nauczycielski. Pracę
w szkolnictwie rozpoczęli nauczyciele niemieccy sprowadzeni z Rzeszy
i Gdańska.
Z końcem września 1939 r. władze okupacyjne zaczęły
organizować szkolnictwo powszechne czteroklasowe, które w większości
objęło dzieci polskie. W szkołach powszechnych tworzono oddzielne
klasy dla dzieci polskich, oddzielnie dla niemieckich, a potem
eingedojczowanych. Dzieci polskie obowiązywał w szkołach
powszechnych język niemiecki, przestrzegano ściśle zakazu używania
języka polskiego. Edukacja dzieci polskich kończyła się zwykle na
szkole powszechnej, której działalność ograniczała się do
germanizowania. Do szkół średnich licealnych i zawodowych kierowano
wyłącznie uczniów niemieckich - reichsdojczów i folksdojczów.
Zakazy niemieckiej administracji wkroczyły również
na teren kościoła katolickiego. Administrator diecezji chełmińskiej,
w skład której wchodził dekanat gdyński, ks. biskup Carl Maria
Splett już w swym pierwszym zarządzeniu z kwietnia 1940 r. nakazał
używać w kościołach diecezji gdańsko-chełmińskiej jedynie języka
niemieckiego. Zarządzenie to zabraniało odprawiania nabożeństw w
języku polskim, głoszenia kazań po polsku i śpiewania polskich
pieśni kościelnych.
W przeważającej mierze placówki kościelne obsadzone
były przez duchownych niemieckich. Nielicznie ocalały polski kler
zmuszony był zarówno przez władze świeckie, jak też kościelne do
podporządkowania się niemieckim zarządzeniom na terenie kościoła. W
okresie działalności niemieckiej administracji kościelnej kościół
Najświętszej Marii Panny w Gdyni zamieniono na zbór ewangelicki.
Rozebrano doszczętnie kościół parafii Orłowo-Kolibki. Zniwelowano
cmentarz w Gdyni Obłużu-Pogórzu. Zniszczono pomniki, krzyże i
kaplice - krzyż przy kościele na Grabówku zwalono 19 października
1939 r., prawie w tym samym czasie zwalono krzyż na Kamiennej Górze
i przy kościele Najświętszej Marii Panny.
W ramach akcji usuwania śladów polskości zwalono
między innymi pomnik nagrobny gen. Gustawa Orlicz-Deresza na
Oksywiu, zdjęto popiersie Henryka Sienkiewicza na Kamiennej Górze
oraz tablicę pamiątkową Stefana Żeromskiego. Starano się niszczyć
nie tylko wszelkie przejawy polskości, ale także i wszystko to, co
mogło ją przypominać.
Gospodarka Gdyni w okresie okupacji hitlerowskiej
Bezpośrednio po zajęciu Gdyni okupant przystąpił do
reorganizacji jej gospodarki, przestawiając ją całkowicie na tory
wojenne. Nastąpiła przede wszystkim rozbudowa przemysłu
zbrojeniowego kosztem dotychczasowych zadań spełnianych przez port i
przemysł pracujący na potrzeby ludności. W centrum uwagi
hitlerowskich władz okupacyjnych znajdował się przede wszystkim
obszar portowy Gdyni, na terenie którego zamierzano głównie
skoncentrować przemysł zbrojeniowy, a także zorganizować nieodzowny,
współdziałający przemysł pomocniczy.
Jeszcze w okresie poprzedzającym wydanie
odpowiednich zarządzeń, prawnie sankcjonujących konfiskatę mienia
polskiego, skonfiskowano mienie portowe i istniejących na terenie
portu instytucji wraz z całym polskim mieniem państwowym,
samorządowym, majątkiem stowarzyszeń, związków i zrzeszeń, a także
mieniem osób prywatnych i przekazano je miastu. Władze miejskie z
rozkazu Führera były zobowiązane do przekazania skonfiskowanego
mienia i własności ziemskiej w pierwszej kolejności Kriegsmarine
oraz respektowania wszystkich jej życzeń i potrzeb. Tym sposobem
Kriegsmarine weszła w posiadanie portu gdyńskiego i w większości
majątku znajdującego się na jego terenie.
Port gdyński, będąc portem wybitnie handlowym, nie
odpowiadał zadaniom Kriegsmarine, wobec czego musiał ulec
przebudowie i dostosowaniu do potrzeb bazy wojennej. Zbędne dla bazy
wojennej wyposażenie związane z handlową działalnością portu zostało
zlikwidowane bądź wywiezione do Gdańska lub Rzeszy. Z tych samych
przyczyn uległy likwidacji liczne przedsiębiorstwa i instytucje
handlowe portu. Jedynie niewielką część portu przeznaczono na usługi
handlowe oraz na potrzeby rybołówstwa i połączono ją z portem
gdańskim w jeden obszar handlowy, poddany wspólnemu zarządowi
Danziger Hafengesellschaft m.b.H. (Gdańskie Towarzystwa Portowe) z
siedzibą w Gdańsku. Z ramienia Gdańskiego Towarzystwa Portowego
bezpośrednio nadzorował działalność handlową portu gdyńskiego
Kaiverwaltung (Zarząd Nabrzeży). Działalność zlikwidowanych polskich
przedsiębiorstw portowych i instytucji handlowych przejęło pięć nowo
powstałych prywatnych firm niemieckich.
Prym w obrotach handlowych wiódł węgiel, koks i
brykiety, w następnej kolejności szła ruda, która w przeciwieństwie
do towarów węglowych była towarem importowanym głównie ze Szwecji.
Do przeładunku węgla pozostawiono basen węglowy wraz z wszystkimi
niezbędnymi urządzeniami przeładunkowymi. Dostęp do niego miały
jedynie statki węglowe szwedzkie, duńskie, fińskie i norweskie. Do
innych basenów miały dostęp wyłącznie statki przywożące materiały
zaopatrzeniowe dla Wehrmachtu i Kriegsmarine, głównie artykuły
żywnościowe, umundurowanie i amunicję. Główną rolę w eksporcie węgla
spełniał Oberschlesisches Steinkohlen - Syndykat G.m.b.H.
Umschlagstelle Danzig (Górnośląski Syndykat Węglowy - Oddział w
Gdańsku).
W 1942 r. do obu portów przywieziono łącznie 1,654
mln t towaru, tj. 25,5% całego obrotu handlowego, wywieziono
natomiast 4,832 mln t, co stanowiło 74,5% całego przeładunku.
Natomiast w 1943 r. przywieziono 1,547 mln t, tj. 20,5% całości
przeładunku, wywieziono 5,926 mln t, co stanowiło 79,5% całości. W
całych przeładunkach, zarówno w 1942 r. jak i w 1943, wywóz
zdecydowanie górował nad przywozem. Udział Gdyni w przeładunkach
własnych wynosił w 1942 r. 3,323 mln t - 56,3%;, Gdańska natomiast
2,576 mln t - 43,7%. W 1943 r. wynosił dla Gdyni 3,399 mln t -
48,2%, dla Gdańska 3,656 mln t - 51,8%. Jak bardzo zmalała handlowa
działalność tego portu, wskazują liczby: gdy przeładunki globalne
portu gdyńskiego w 1938 r. wynosiły 9,174 mln t, to w 1942 r. -
3,323 mln t, a w 1943 r. - 3,399 mln t.
Część portu gdyńskiego wydzielono na potrzeby
rybołówstwa. Hitlerowskie władze miasta zainteresowane były w
utrzymaniu i dalszej działalności rybołówstwa na rzecz gospodarki
żywnościowej, wraz z rosnącymi trudnościami w zaopatrzeniu rynku w
mięso zwierzęce rosło bowiem zapotrzebowanie na ryby i produkty
rybne. Już w pierwszych dniach okupacji władze hitlerowskie
przystąpiły do tworzenia niemieckiej organizacji rybackiej.
Utworzono w Gdyni Oberfischmeisteramt (Urząd Głównego Rybaka), z
siedzibą w Morskim Urzędzie Rybackim, na czele którego stanął wyższy
urzędnik administracji rybołówstwa morskiego w byłym Wolnym Mieście
Gdańsku - Stahlberg.
Morskie połowy dawały względnie dobre wyniki w
łatach 1940-1942, później uległy znacznemu zmniejszeniu. Było to
spowodowane powoływaniem rybaków do Kriegsmarine lub Wehrmachtu,
zwiększającym się wraz z porażkami ponoszonymi na froncie wschodnim,
rosnącą reglamentacją sprzętu rybackiego, paliw i smarów,
wykorzystywaniem kutrów rybackich do wyławiania min, których coraz
więcej zrzucało na wody przybrzeżne lotnictwo alianckie. W maju 1941
r. stan floty rybackiej osiągnął najwyższy poziom w ciągu całej
wojny; czynne były: 124 kutry rybackie, 10 łodzi motorowych i 160
łodzi wiosłowo-żaglowych. Później stan floty obniżył się.
Usługi portu gdyńskiego na rzecz handlu i
rybołówstwa były znikome w porównaniu z usługami na rzecz
Kriegsmarine. Jak wspomniano, port gdyński miał służyć wyłącznie
celom militarno-strategicznym i pod tym kątem widzenia
przeprowadzone zostały najrozmaitsze prace adaptacyjne, zwłaszcza od
wiosny 1940 do końca 1941 r. Gruntownie przerobiono znajdujące się
na nabrzeżu Holenderskim magazyny "Warty" i Dworzec Morski na urzędy
wojskowe, takie jak dział kartografii, biura arsenału i zaopatrzenia
nawigacyjnego. Na nabrzeżu Polskim przerobiono na magazyny
mundurowe, częściowo amunicji oraz innych artykułów zaopatrzenia
wojska, składy "Cukroportu", "America Scantic Lines" i "Panta Rei".
Pozostawiono chłodnię dla magazynowania artykułów żywnościowych
przeznaczonych dla wojska. Na nabrzeżu Indyjskim nadal pracował, tym
razem na zaopatrzenie wojska, przejęty elewator. Nie uszkodzony
pozostał również zbiornik na melasę. Natomiast Łuszczarnię Ryżu
zamieniono na składy, a portowe zakłady przemysłu tłuszczowego,
Olejarnię ,Union", od czasu do czasu uruchamiano na potrzeby
intendentury wojskowej. Wolna strefa była obszarem bardzo pilnowanym
i izolowanym. Zgromadzono tam składy rozmaitych artykułów wojennych,
zwłaszcza torped. Urządzono tam również warsztaty reparacyjne
sprzętu wojennego, zwłaszcza dla Kriegsmarine. Na terenie wolnej
strefy znajdowało się 6 budynków, w których były warsztaty remontowe
artylerii przeciwlotniczej, reflektorów, karabinów ręcznych i
maszynowych, skład torped oraz warsztaty, w których ładowano
powietrze do komór powietrznych torped, drobne warsztaty remontowe
torped, magazyny, warsztaty ślusarskie, tokarskie, stolarskie oraz
kotłownie centralnego ogrzewania wszystkich budynków położonych na
terenie strefy wolnocłowej.
Magazyny broni urządzono również na nabrzeżu
Rotterdamskim w byłych magazynach Urzędu Morskiego. Usunięto z
wolnej strefy i z nabrzeża Rumuńskiego kilka kranów portalowych,
każdy o nośności około 5 t, i przetransportowano je do Gdańska. W
ich miejsce sprowadzono z Rzeszy kilka dużych pływających dźwigów,
bardziej przydatnych w nowej działalności portu. Poza tym w celu
zapewnienia bezpieczeństwa i spokojnego postoju w porcie okrętom
wojennym zamknięto lukę w molu przed basenami II i III oraz zwężono
wjazd do basenu I. Ponadto zwężono przez wybudowanie dwóch mol z
kesonów kamiennych długości 80 m i 117 m do 100 m szerokości kanał
portowy na wysokości Kapitanatu. Wybudowano również kryte betonowe
schrony dla okrętów podwodnych, a część hal i magazynów przebudowano
na warsztaty produkujące części do okrętów podwodnych i
samolotów.
Dla wzmocnienia potencjału wojennego Rzeszy
wykorzystano jako zakłady remontowe dla niemieckiej floty wojennej
istniejące na terenie portu, na obszarze dzisiejszej Gdyńskiej
Stoczni Remontowej, Stocznie Gdyńską i Rybacką. Zadania przywrócenia
pełnej sprawności obydwu stoczniom otrzymała stocznia "Deutsche
Werke Kiel A.G." z Kilonii. Pierwsi pracownicy ze stoczni kilońskiej
rozpoczęli pracę 19 stycznia 1940 r. Przede wszystkim zmieniono
nazwę starej Stoczni Gdyńskiej na "Deutsche Werke". Następnie
powiększono obszar stoczni aż do terenów firmy "Giesche", wybudowano
nowe hale maszynowe i warsztaty. Oddano ponownie do eksploatacji
zatopiony dok pływający o nośności 2500 t.
W styczniu 1941 r., również pod patronatem stoczni
kilońskiej, przystąpiono do rozbudowy stoczni, którą zaczęto budować
przed 1939 r. przy basenie VII. Zamierzano ją przekształcić w
największą stocznię w Europie, nowoczesny ośrodek budowy jednostek
wojennych, w tym okrętów liniowych i lotniskowców. Plany zakładały
budowę statków o nośności 120 tys. t, a nawet do 145 tys. t. Dla
stoczni planowano duży suchy dok oraz pochylnie. Ostateczny projekt
budowy stoczni zalecał budowę dwóch suchych doków o długości 355 m i
szerokości 60 m i pochylni o długości 280 m i szerokości 40 m oraz
budowę suchego doku w schronie o długości 220 m i szerokości 40 m. W
przeciwieństwie do starej stoczni przy basenie II nowa stocznia
miała być stocznią produkcyjną. Jednakże klęski Kriegsmarine i
nasilające się bombardowania alianckie na zachodzie zmusiły już w
1942 r. do podjęcia przez tę stocznię także zadań remontowych. W
latach 1942- 1943 wykonano w obydwóch stoczniach prace remontowe
obejmujące między innymi 300 okrętów podwodnych, 15 niszczycieli, 50
okrętów patrolowych, 50 ścigaczy i 70 trałowców. Liczba załogi
obydwóch zakładów (stara i nowa stocznia wspólnie) wynosiła już 30
września 1943 r. 5788, a pod koniec 1944 r. - około 7000.
Poza remontami w nowej stoczni podjęto produkcję
sekcji okrętów podwodnych typu XXI. W roku gospodarczym 1943/1944
stocznia ta wyprodukowała 142 sekcje, a w 1944 r. zwiększono
produkcję do 16 sztuk sekcji miesięcznie. W czasie bombardowania
przez aliantów Gdyni 9 października 1943 r. stocznia przy basenie II
została poważnie uszkodzona. Zniszczeniu uległa hala kadłubowa oraz
dwa mniejsze doki, co spowodowało ograniczenie działalności stoczni.
Stocznia przy basenie VII pozostała nie uszkodzona. Stan jej pełnej
sprawności trwał do 18 grudnia 1944 r. Tego dnia ciężki atak
bombowców amerykańskich spowodował jej znaczne zniszczenie.
Unieruchomione zostały obydwa wielkie doki pływające o nośności 40
tys. t i 70 tys. t. Mniejsze doki zostały uszkodzone. Zbombardowano
hale, w których produkowano sprzęt stoczniowy i lotniczy, schron
dyrekcji i nadzoru stoczni, bazę transportu oraz remontowane
jednostki.
Pod koniec stycznia 1945 r. wraz ze zbliżającym się
frontem wschodnim nastąpiła stopniowa ewakuacja stoczni. Wraz ze
zdemontowanymi urządzeniami stoczni odesłano do Kilonii nie
wyremontowane jednostki wojenne, między innymi krążownik "Admiral
Hipper" oraz statek S/S "Deutschland". Jeszcze jednak 16 marca 1945
r. na stoczni znajdowały się 33 jednostki, w tym 1 niszczyciel, 3
torpedowce, 3 okręty podwodne. Rozkaz zniszczenia pozostałych
urządzeń stoczniowych wydano 25 marca, tuż przed wyzwoleniem
Gdyni.
Poza personelem niemieckim spełniającym funkcje
kierownicze i nadzorcze zatrudniano w stoczniach olbrzymią rzeszę
przymusowych robotników, w przeważającej części Polaków, także
Belgów, Holendrów, oraz jeńców: francuskich - 2151, radzieckich -
230, angielskich - 308, (dane wg stanu z lipca 1942 r.), a później i
włoskich. Jeńcy zatrudnieni na obszarze portu i stoczni zgromadzeni
byli na terenie Gdyni w czterech obozach jenieckich, zorganizowanych
z powodu braku i dla uzupełnienia sił roboczych.
Narastający brak siły roboczej był przyczyną
utworzenia w sierpniu 1944 r. na terenie przylegającym do stoczni
przy basenie VII podobozu pod nazwą Kommando - Gotenhafen będącego
filią obozu koncentracyjnego Stutthof. Bezpośrednią "pieczę" nad tą
filią roztoczyła Kriegsmarine wystawiając 34 wartowników dla tego
obozu. Kierownikiem podobozu został początkowo SS-Oberscharführer
Johannes Kuhlmann, od 9 grudnia 1944 r. z polecenia Komendantury KL
Stutthof skierowany na to stanowisko został SS-Oberscharführer Josef
Bock. Do podobozu wyznaczono 1000 więźniów. Pierwszych stu więźniów
wysłano 16 października 1944 r., pozostałych dostarczano etapami.
Większość więźniów pracowała w warsztatach i halach stoczni przy
montażu okrętów podwodnych, pozostali zatrudnieni byli przy innych
pracach na terenie stoczni. Więźniowie byli różnej narodowości, lecz
większość stanowili Polacy i Rosjanie. Było też kilkunastu Łotyszów,
kilku Francuzów, Jugosłowian, Włochów i Estończyków, a także kilku
Niemców kryminalistów. Pracowali na 2 zmiany, po 12 godzin na
zmianę.
Oprócz stoczni szereg większych zakładów przemysłu
wojennego zorganizowano na terenie Oksywia. W okolicy Babiego Dołu
powstała fabryka torped wodnych i powietrznych. Dla składowania
torped i min wybudowano 23 bunkry i magazyny. Pod wzgórzem
kościelnym, od strony plaży, zainstalowano podziemną fabrykę min
akustycznych. Praca w tej fabryce wykonywana była wyłącznie przez
Niemców, których dla zwiększenia bezpieczeństwa tajemnicy wojskowej
izolowano zupełnie od reszty społeczeństwa. Koło lotniska
Rumia-Zagórze zlokalizowano fabrykę karburatorów samolotowych,
produkującą dziennie około 600 karburatorów, poza tym maszyny i
instalację elektryczną do samolotów. Poza tym między Gdynią a
Orłowem, w byłych garażach Miejskiego Towarzystwa Komunikacyjnego,
urządzono zakład remontowy i montownię samolotów.
Na marginesie działalności gospodarczej
hitlerowskich władz Gdyni pozostawały natomiast te działy
wytwórczości, które zaspokajały potrzeby ludności. Większość
poczynań we wszystkich dziedzinach podporządkowano celom militarnym.
Im też służyła pewna rozbudowa linii kolejowych łączących Gdynię z
Gdańskiem i Górnym Śląskiem. Ta ostatnia miała między innymi ułatwić
przewóz na Śląsk rudy szwedzkiej.
To przekształcenie Gdyni w bazę Kriegsmarine i
ośrodek przemysłu zbrojeniowego spowodowało, że od jesieni 1943 r.
stała się ona obiektem masowych nalotów lotnictwa alianckiego.
Pierwszy wielki nalot zorganizowano 9 października 1943 r., kiedy to
zbombardowano między innymi okręt wojenny przerobiony na szpital.
Okręt ten, jak się okazało, miał na dolnym pokładzie statku
załadowaną amunicję, którą miano przemycić pod znakami Czerwonego
Krzyża dla oddziałów niemieckich w Norwegii. Zatopiono również kilka
statków w handlowej części portu. Zatonął ładujący węgiel pod
przenośnikiem taśmowym węglowiec "Cuxhafen". Zbombardowano stojący
przy nabrzeżu Szwedzkim "Effie Marsk", przy nabrzeżu Śląskim statek
bandery szwedzkiej "Aka Forstrimi". Uszkodzono tory kolejowe,
Dworzec Morski i inne obiekty. Uszkodzona została również stara
Stocznia Gdyńska przy basenie II. Wskutek, jak wspomniano,
zniszczenia hali kadłubowej oraz dwóch mniejszych doków nastąpiło
pewne ograniczenie działalności stoczni. Równie dotkliwy w skutkach
dla miasta i portu był nalot z 18 grudnia 1944 r. Szczególnie
ucierpiała stocznia przy basenie VII. Unieruchomione zostały dwa
wielkie doki pływające o nośności 40 tys. t i 70 tys. t, dwa
mniejsze uszkodzono. Zatopiono i uszkodzono kilka okrętów wojennych
i statków. Zatonął w głębi dokowej zacumowany przy doku statek
pomocniczy dla okrętów podwodnych "Waldemar Kophamel" - 70 tys. t,
unieruchomiony w doku został torpedowiec "T. 10". Ciężko uszkodzony
został służący za koszary pancernik "Schleswig-Holstein", później
zatopiony przez Niemców w basenie V. W mieście uszkodzono wówczas
domy przy ul. Starowiejskiej i 3 Maja. Uszkodzono też, zarówno w
czasie ostatnich nalotów jak i poprzednich, kilka nabrzeży.
Nasilające się bombardowania były zwiastunem końca
hitlerowskiej okupacji na terenie miasta. Wraz z klęskami na
frontach, szczególnie wschodnim, rosło podenerwowanie i popłoch
wśród Niemców zamieszkujących Gdynię i hitlerowskich władz miasta.
Miasto zostało oblepione plakatami, podobnie jak w pierwszych dniach
okupacji, tym razem nie z butnymi rozporządzeniami o zaprowadzeniu
nowych porządków, lecz z manifestem gauleitera Forstera, by bronić
miasta do ostatniej kropli krwi. Wydano zarządzenia wzywające całą
ludność do fortyfikowania miasta.
Przystąpiono do budowy umocnień, bunkrów, rowów
przeciwczołgowych, zwiększono ilość artylerii. Przy fortyfikowaniu
Gdyni udział brali zatrudnieni na terenie miasta i portu jeńcy
wojenni i więźniowie filialnego podobozu KL Stutthof. Pracowali oni
przy kopaniu okopów, rowów przeciwczołgowych, rowów strzeleckich pod
Obłużem i Pogórzem, od Chylonii aż na lotnisko pod Babim Dołem.
Miasto w ostatnich miesiącach okupacji zaludniło się uciekającą
przed frontem i bombardowaniami ludnością niemiecką. Część ludności
polskiej w tym czasie ponownie musiała opuszczać swoje mieszkania,
by zwolnić kwatery dla stale napływających uciekinierów niemieckich.
Poza tym wysyłano ludność polską całymi transportami w głąb kraju do
prac przy kopaniu rowów przeciwczołgowych itd.
W pierwszych dniach marca 1945 r. Gdynia znalazła
się w bezpośrednim zasięgu wojsk radzieckich. W ewakuowanej
pospiesznie Gdyni wydawano ostatnie rozkazy mające na celu
uniemożliwienie późniejszego wykorzystania potencjału miasta. Dnia
25 marca wydano rozkaz zniszczenia stoczni przy basenie VII.
Wcześniej przystąpiono do systematycznego niszczenia urządzeń
portowych, tak aby doprowadzić do zupełnego unieruchomienia portu.
Zostały prawie zupełnie zniszczone falochrony i większa część
nabrzeży portu zewnętrznego. Nabrzeża portu wewnętrznego, pomimo
czynionych przygotowań do ich wysadzenia, na skutek szybkiego
zbliżania się wojsk radzieckich w większej części ocalały. Poza tym
zniszczono całkowicie bądź prawie całkowicie magazyny portowe, różne
budowle portowe i różnego typu urządzenia przeładunkowe. Jeśli
uwzględnić mniejsze uszkodzenia, straty w urządzeniach
przeładunkowych Gdyni równały się 85% przedwojennego stanu. Niemal
całkowitemu zniszczeniu uległy na terenie portu urządzenia
elektryczne, telefoniczne, urządzenia wodociągowe i
kanalizacyjne.
Wejście do portu zamknięto wrakiem krążownika
"Gneisenau" (26 tys. t). Podobnie uczyniono z prawie wszystkimi nie
ewakuowanymi okrętami. Wjazd do portu wewnętrznego zamknięto
zatopionym okrętem "Zahringen". Duży transportowiec "Gravenstein"
blokował wejście do basenu II, a wejście do basenu I blokował S/S
"Danzig". Nabrzeże Francuskie blokował duży motorowy transportowiec
"Warthe", Duńskie tarasowała przewrócona do góry dnem cysterna
"Blaxen". Nabrzeże reparacyjne zatarasowane było zatopionym dokiem.
W basenie stoczniowym leżał zatopiony okręt-baza okrętów podwodnych
oraz dok o wyporności 35 tys. t wraz z okrętem patrolowym.
autor: Jadwiga Michałowska książka"Dzieje Gdyni"
wydana w roku 1980 - zaczerpnięto z sieci
|